Jazda autobusem nie zajęła nam zbyt dużo czasu. Autobus był w
miarę pusty. Nie licząc mnie i Megi było tu może 7 osób. Dojechaliśmy o czasie
i od razu skierowaliśmy się w stronę osiedla Księcia Władysława. Uznałem, że
najszybciej dostaniemy się tam idąc przez park. Tak też zrobiliśmy i już po
chwili spacerowaliśmy po słonecznej okolicy. Rozejrzałem się i uśmiechnąłem
krzywo. To nazywają naturą? Kilka idealnie przyciętych drzew, skoszona trawa,
chodnik, zepsuta fontanna? Nie potrafiłbym żyć w mieście.
Przeszliśmy przez ulicę, minęliśmy jakieś blokowisko i
byliśmy na miejscu.
„Aquapark”
Mały basen, jacuzzi, dwie krótkie zjeżdżalnie. Bieda z
nędzą. Kupiliśmy bilety i poszliśmy się przebrać.
Moja mama postawiła mi jasne ultimatum: Albo pojadę z
siostrą na basen, albo mogę pożegnać się z Internetem do końca wakacji.
Są rzeczy ważne i ważniejsze, dlatego stałem właśnie w
kąpielówkach i patrzyłem na kąpiących się ludzi. Madzia wyszła po chwili z
przebieralni. Miała jednoczęściowy różowy strój z narysowaną głową konia po
lewej stronie.
Skrzywiłem się.
Wciąż pamiętałem sytuacje sprzed kilku dni, kiedy to
osobiście poznałem „cukierkową blondynkę”.
- Idziemy do jacuzzi? – spytała poprawiając kucyk.
Chwyciłem ją za rękę i poczłapaliśmy do gorącej wanny. Nie
lubię basenów, bo jest tutaj za dużo ludzi. Jak jestem w domu mogę sobie
siedzieć SAM w wannie i nie muszę się bać, że za chwilę wejdzie do środka jakiś
obleśny stary facet i rozwali się na całą wannę.
Dlatego zacisnąłem wargi, gdy do naszego jacuzzi weszła
jakaś babcia, która zdecydowanie nie potrafiła dobierać stroju kąpielowego.
Wiktor skomentowałby to krótkim: „Oczy mi krwawią”.
Niestety, nie było go tutaj. Jechał dzisiaj do okulisty, więc nie mógł mi
towarzyszyć w tym piekle. Chociaż nawet jeśli byłby w domu, to by ze mną nie
pojechał, ponieważ Wiktor jak mały kotek, boi się wody.
Poczułem, że Madzia mnie szturcha. Dopiero teraz się
zorientowałem się, że ta babcia zadała mi pytanie i najwyraźniej czeka na
odpowiedź. Ale o co ona pytała?
- Um, przepraszam, mogła by pani powtórzyć?
- Naturalnie, kochaneczku. Pytałam, jak nazywa się ten
przystojny kawaler? – spytała i zachichotała.
Rozejrzałem się wkoło. Na moje nieszczęście w jacuzzi byłem
tylko ja, Madzia i ta babcia. To pytanie było zdecydowanie do mnie. Czy w tym
momencie jakaś babcia po 60 mnie podrywa? Świetnie, ja to mam szczęście, albo
staruszki, albo faceci.
- Alan. – odpowiedziałem niepewnie.
Babcia znowu zachichotała. Gestem przywołała drugą babcię,
która akurat przechodziła obok.
- Gerdzia! Podejdź tu kochanie, popatrz jakiego przystojnego
kawalera poznałam!
Babcia nazwana „Gerdzią” uśmiechnęła się ukazując swój gibis
i weszła do jacuzzi.
Zaczęły razem chichotać, a ja myślałem, że umrę. Naprawdę,
ja to mam szczęście.
- To jak, młody kawalerze? Masz już jakąś pannę na oku? –
spytała jedna z nich mrugając do mnie zawadiacko.
Jezusie słodki…
Myślałem o tym 5 sekund. Uznałem, że to będzie najlepsze co
mogę zrobić. I tak nikt mnie tu nie zna, a przynajmniej będę miał spokój.
Odwzajemniłem uśmiech.
- Cóż, szczerze powiedziawszy, nie mam. Ale za to mam chłopaka.
Uśmiech od razu zniknął z twarzy obu kobiet. Spojrzały na
siebie, a zaraz po tym na mnie. Jedna z nich głośno przełknęła ślinę. Otworzyła
usta, ale żadne słowo się z nich nie wydobyło.
- Czy mógłbyś powtórzyć, młody człowieku? – babcia zaśmiała
się nerwowo.
- Tak, oczywiście. Mówię, że nie interesuję się
dziewczynami. Jestem gejem. – uśmiechnąłem się. – Jakiś problem?
Babcie spojrzały na siebie i od razu wstały. Gdy wychodziły
z jacuzzi usłyszałem takie słowa jak: „herezja” „gender” i „kościół”.
Pokiwałem głową z zrezygnowaniem i oparłem głowę o brzeg
wanny.
- Jesteś gejem? – Madzia spojrzała na mnie z
niedowierzaniem.
- Jasne. – prychnąłem. – I może jeszcze mam chłopaka? –
spytałem sarkastycznie.
Odetchnąłem z ulgą. Mogę być nawet transwestytą, byle by już
nikt mi nie przeszkadzał. Nie mówię, że nie lubię ludzi. Jednak nie znoszę, gdy
ktoś zawraca mi dupę, a nie ma nic ważnego i sensownego do powiedzenia. Nie
czuję się ani trochę winny. Ani o to, że skłamałem, ani o to, że przyspieszyłem
tętno jakimś dwóm staruszkom.
Miałem zamknięte oczy, gdy poczułem, że Megi wstaje i
wychodzi z jacuzzi. Uchyliłem powieki i chwyciłem siostrę za rękę.
- Dokąd to? – spytałem.
- Nie chcę się zmarszczyć jak stara rodzynka. Idę na
zjeżdżalnie. – odpowiedziała.
- A słyszałaś historię jednej ze zjeżdżalni w tym Aquaparku?
– spytałem nie puszczając jej ręki.
Madzia zmarszczyła brwi i pokręciła głową.
- W zeszłym roku ktoś od zewnątrz wbił gwóźdź w żółtą
zjeżdżalnie. Gościu, który akurat zjeżdżał nadział się na nią. Wbiła mu się
boleśnie w nogę. Wszędzie było mnóstwo krwi. Aquapark zapłacił mu
odszkodowanie, żeby ten nie pozwał ich do sądu. – zrobiłem krótką pauzę. – Na
pewno chcesz tam iść?
- Kłamiesz. – stwierdziła przewracając oczami. – Myślisz, że
ja w to uwierzę?
Wzruszyłem ramionami.
- Od Ciebie to zależy. – odpowiedziałem puszczając jej rękę.
Megi zacisnęła wargi. Omiotła wzrokiem cały kompleks basenów
i spojrzała na zjeżdżalnie. Widać było, że gryzie się z własnymi myślami. Po
chwili westchnęła i z powrotem usiadła do jacuzzi.
- To nie tak, że Ci wierzę. – powiedziała. – Po prostu mi
się odechciało zjeżdżać.
Kiwnąłem głową i delikatnie się uśmiechnąłem. Oparłem
ponownie głowę o brzeg jacuzzi i zamknąłem oczy. Przynajmniej mam święty
spokój. Nie muszę latać za siostrą i pilnować jej na basenie.
Odkąd odebrałem siostrę ze stajni minęło kilka dni. Od tej
pory niewiele się zmieniło. Może jedynie to, że Wiktor mi nie dokucza tak
bardzo, jak dokuczał mi kiedyś. Myślę, że nawet on dostrzegł powagę tej
sytuacji. Wspólnie uznaliśmy, że najlepiej będzie, jeśli zapomnimy, że
kiedykolwiek poznaliśmy chłopca o imieniu Sebastian.
Nie chodzi o to, że go nie lubię. Jest mi totalnie obojętny.
Jednak jego oryginalność, dziwność i
bezpośredniość sprawiała, że czułem się zmieszany. Jak można być w takim
optymistycznym nastawieniu do osób, których w ogóle się nie zna? Wydawało mi
się to totalnie dziwne.
Razem z Wiktorem chodziłem do szkoły, która składała się z
samych indywidualnych jednostek. Każdy sobie rzepkę skrobał. Nikogo nie obchodziło
szczęście innych. Każdemu zależało tylko na sobie, ewentualnie na osobach, z
którymi się akurat zadawał, ale i tak schodzili oni na drugi plan. Na pierwszym
byłeś Ty i Twoje ego. To nie tak, że ludzie byli do siebie niemili. O nie, nie.
Wszyscy byli do siebie aż do porzygu mili. Jednak nie z dobrej woli, tylko z
własnej chęci zysku. Każde miłe słowo, pytanie, rozmowa miała na celu
wyciągnięcie potrzebnych informacji. Dlatego trzeba było być bardzo ostrożnym,
jeśli chodzi o zwierzanie się innym, nawet z błahostek.
Przerażające, ale prawdziwe. No ale można się przyzwyczaić
do takiej patologicznej szkoły. Paradoksalnie najlepszej szkoły w mieście.
Właśnie dlatego tak bardzo dziwiło mnie zachowanie
Sebastiana. Jak można było być miłym dla każdego? Najgorsze jest to, że
wydawało mi się to całkowicie szczere. Żadnych ukrytych zachcianek. Po prostu
dobroć i optymizm płynące prosto z serca. I chęć bycia miłym dla innych. To
właśnie to przerażało mnie najbardziej.
- Czy to nie jest przypadkiem Amanda? – Madzia szarpnęła
mnie za ramię, wyrywając mnie tym samym z moim rozmyślań.
Rozejrzałem się i spojrzałem na osobę, którą wskazywała moja
siostra. Gdyby nie Madzia, w życiu bym jej nie poznał. Nie umiałbym nawet jej
opisać, mimo, że ją osobiście poznałem. Uwierzyłem siostrze na słowo, gdy
dziewczyna do nas podeszła.
- Mogę? – spytała stojąc już jedną nogą w jacuzzi.
- Pewnie. – kiwnąłem głową i posunąłem się nieznacznie.
Amanda weszła do środka i przytuliła się z Megi. Miała na
sobie dwuczęściowy, niebieski strój kąpielowy. Długie czarne włosy związała w
koński ogon.
- Nie sądziłam, że was tu spotkam! – uśmiechnęła się szeroko
ukazując rząd równych, białych zębów.
Nie wiedziałem co odpowiedzieć, więc tylko pokiwałem głową.
Boże, dlaczego nie potrafię rozmawiać z dziewczynami?
- Al, idę do łazienki. – chwilową niezręczną ciszę przerwała
Madzia.
Wyszła z wody i otrzepała się jak mały piesek. Zaraz potem
pobiegła w stronę szatni. Odprowadziłem ją wzrokiem, aż zniknęła w środku.
Spojrzałem na Amandę.
- Dawno Cię nie widziałam w stajni, Alanie. – stwierdziła po
chwili patrząc na mnie z troską. – Stało się coś?
- Nie, nie. – szybko
pokiwałem głową. Nie potrafiłem na nią spojrzeć. – Ja po prostu… nie przepadam
za końmi. Madzia jeździ, to fakt, ale mnie to nie kręci. – uśmiechnąłem się smutno.
- O. Oh, rozumiem. Może faktycznie nie znamy się długo, ale
cała nasza paczka was polubiła. Szczególnie Sebastian. Wiesz, bardzo się
cieszył, że być może… - oblizała usta. – wiesz, zaczniesz tu przychodzić i się
zaprzyjaźnicie.
Zaniemówiłem, a Amanda kontynuowała.
- Jest jedynym chłopakiem i mimo, że dogadujemy się bardzo
dobrze, jest trochę samotny. Jak poszedłeś z Wiktorem, on jeszcze długo o Tobie
opowiadał.
To było jak kubeł lodowatej wody wylany prosto na moją
głowę. Jakim cudem mógł o mnie tyle opowiadać, skoro nawet się nie znamy?
Amanda spojrzała na zegar, który wyświetlał godzinę,
temperaturę i inne takie pierdoły. Zagryzła wargę.
- Mój czas się kończy. – powiedziała. – Szkoda, że nie
zauważyłam was wcześniej. – westchnęła smutno i jeszcze raz na mnie spojrzała.
– Nie wierzę, że go nie lubisz. Przemyśl to, Alan. Wiem, że proszę o przysługę
całkiem obcego chłopaka, ale… - zawahała się. – Ale wiem, że nie jesteś taki
oschły jakiego udajesz. Przyjdź z Madzią. Odprowadź ją, albo przyprowadź. Tak
jak ostatnio. Możesz wziąć ze sobą Wiktora, żeby było Ci raźniej. Błagam,
przemyśl to, Alanie. Sebastian to naprawdę fajny chłopak. – uśmiechnęła się.
Byłem naprawdę zmieszany tym wszystkim co do mnie właśnie
powiedziała. Całkiem obca dziewczyna proponuje mi przyjaźń z jakimś chłopakiem,
którego zupełnie nie znam. Niech mnie ktoś szturchnie czy coś. To jest naprawdę
dziwne.
Nie potrafiłem nic wyksztusić, więc tylko kiwnąłem nieznacznie
głową. Amanda uśmiechnęła się i wyszła z jacuzzi. Minęła się z Megi, więc się z
nią pożegnała i skierowała się do szatni. Odprowadziłem ją wzrokiem. Madzia
weszła z powrotem do wanny i usiadała obok mnie.
- O czym rozmawialiście? – spytała.
- O niczym. – odpowiedziałem. – Próbowała mnie przekonać do
koni. – powiedziałem wymijająco.
- Udało jej się to? – Madzia uśmiechnęła się szeroko. Nie
wiem, czego ona oczekiwała.
Pokręciłem głową.
- Wybacz, Meg.
***
- Mamo, wróciliśmy! – krzyknąłem, gdy tylko przekroczyłem
próg naszego domu. – Oddasz mi laptopa?
Odpowiedziała mi głucha cisza. Usłyszałem jakieś
przytłumione głosy dobiegające z salonu. Zdjąłem buty i podszedłem do mamy,
która akurat rozmawiała przez telefon. Świetnie, wyszedłem na uzależnione
dziecko specjalnej troski, z kimkolwiek teraz rozmawiała.
- Z kim rozmawiasz? – spytałem niemo.
Moja rodzicielka zbyła mnie krótkim machnięciem ręki.
Wzruszyłem ramionami i wróciłem do mojego pokoju. Wchodząc po schodach,
usłyszałem, że Madzia też już weszła do domu. OK., misja wypełniona. Teraz czas
na odpoczynek. Włączyłem urządzenie i od razu wszedłem na fb, skype, aska,
demotywatory i włączyłem jakąś muzykę na YouTube, żeby grała mi w tle.
-Oh! – wyrwało mi się, gdy zobaczyłem nowe zaproszenie do
znajomych na FB.
Zmarszczyłem brwi. Całkiem obcy chłopak wysłał mi zaproszenie.
Przyjrzałem się zdjęciu profilowemu. Brunet z ciemną karnacją w okularach
przeciwsłonecznych. Bożyszcz nastolatek. Patrzył zalotnie w obiektyw
uśmiechając się zadziornie. Kim on do cholery jest? Imię i nazwisko? Dobre
sobie, ustawił sobie „Marco Polo”.
Odrzuć.
Nie znam gościa, więc nie będę przyjmować zaproszenia.
Wygląda na takiego, co zbiera lajki, bo 569 mu nie wystarcza.
Usłyszałem charakterystyczną muzyczkę i na ekranie pokazał
mi się niebieski prostokąt z napisem „Klub gejowski dzwoni”.
- No hej hello, mój ulubiony rudy przyjacielu! – krzyknęła
Alpaka przekrzykując tym samym głośną muzykę do której tańczyła. Miała na sobie
czarny top, który ledwo zakrywał jej piesi. Na nosie miała czarne okulary.
Podniosłem rękę.
- No nie szkoła, koteczku. – wrzasnęła i zaczęła tańczyć
jeszcze bardziej chaotycznie.
Spojrzałem na resztę. Kasza kiwała głową w rytm muzyki.
Miała na twarzy maskę przeciwgazową. Wiktor siedział w fullcupie i udawał, że
rapuje.
Siedziałem tak chwilę bez ruchu i czekałem aż się uspokoją.
Wydurniali się jeszcze jakiś a potem Alpaka wyłączyła muzykę.
- No to co powiesz, zdradziecki chłopaczku? – spytała i
oblizała czerwone usta.
- To było do mnie? – spytałem.
- Nie dość, że rudy to jeszcze głuchy.. – przewróciła
oczami.
- Byłem na basenie z siostrą. – odpowiedziałem spokojnie.
Wiedziałem, ze zaraz zacznie się kazanie.
- Oho, czyli basen w śmierdzącym mieście jest lepszy od
przyjaciół z neta, co? Teraz masz życie i jeździsz na śmierdzące baseny?
Świetnie.
Gdybym jej nie znał, pomyślałbym, że naprawdę jest na mnie
wkurzona. Jednak zdradził ją mały uśmiech na twarzy. Po chwili wybuchła
śmiechem, a zaraz za nią Kasza i Wiktor.
- To co, Al? – spytał Wiktor. – Wywaliłeś się na śliskiej
podłodze? Zapomniałeś kąpielówek? Zgubiłeś coś? Jesteśmy ciekawi jak wielki
obciach narobiłeś sobie dzisiaj.
Pokręciłem głową z dezaprobatą.
- Podrywała mnie jakaś babcia. – powiedziałem cicho.
Jednak to wystarczyło, żeby cała trójka wybuchła śmiechem.
Kasza śmiała się z odchyloną głową, Wiktor rechotał gdzieś pod biurkiem, a
Alpaka była cała czerwona i zapowietrzona. Mimowolnie się uśmiechnąłem.
- Widzisz, Alan. – zaczęła. – Powinieneś być szczęśliwy. –
stwierdziła śmiejąc się dalej. – Przynajmniej ktoś się Tobą zainteresował. To
wielki sukces. – kontynuowała. – Jakbyś zapomniał to jesteś…
- RUDY! – krzyknęli jednocześnie.
Przeczesałem włosy ręką.
- Nawet gdybym chciał zapomnieć, to wy przypominacie mi to
tak często, że jest to niemożliwe. – zaśmiałem się.
- Za to nasz kochasz!
Nie mogłem zaprzeczyć.
O nie, nie lubię basenów :')) Tamtejszy klimat mnie odpycha.
OdpowiedzUsuńŁaaa, jak ja kocham każdy kolejny rozdział i wręcz nie mogę się doczekać rozwoju akcji *^* Próby z 'zaprzyjaźnieniem' chłopaków będą zapewne genialne >:3
Halo, halo, tęsknię :'<
OdpowiedzUsuń