sobota, 28 lutego 2015

Rozdział III

ROZDZIAŁ III

Jazda autobusem nie zajęła nam zbyt dużo czasu. Autobus był w miarę pusty. Nie licząc mnie i Megi było tu może 7 osób. Dojechaliśmy o czasie i od razu skierowaliśmy się w stronę osiedla Księcia Władysława. Uznałem, że najszybciej dostaniemy się tam idąc przez park. Tak też zrobiliśmy i już po chwili spacerowaliśmy po słonecznej okolicy. Rozejrzałem się i uśmiechnąłem krzywo. To nazywają naturą? Kilka idealnie przyciętych drzew, skoszona trawa, chodnik, zepsuta fontanna? Nie potrafiłbym żyć w mieście.
Przeszliśmy przez ulicę, minęliśmy jakieś blokowisko i byliśmy na miejscu.
„Aquapark”
Mały basen, jacuzzi, dwie krótkie zjeżdżalnie. Bieda z nędzą. Kupiliśmy bilety i poszliśmy się przebrać.
Moja mama postawiła mi jasne ultimatum: Albo pojadę z siostrą na basen, albo mogę pożegnać się z Internetem do końca wakacji.
Są rzeczy ważne i ważniejsze, dlatego stałem właśnie w kąpielówkach i patrzyłem na kąpiących się ludzi. Madzia wyszła po chwili z przebieralni. Miała jednoczęściowy różowy strój z narysowaną głową konia po lewej stronie.
Skrzywiłem się.
Wciąż pamiętałem sytuacje sprzed kilku dni, kiedy to osobiście poznałem „cukierkową blondynkę”.
- Idziemy do jacuzzi? – spytała poprawiając kucyk.
Chwyciłem ją za rękę i poczłapaliśmy do gorącej wanny. Nie lubię basenów, bo jest tutaj za dużo ludzi. Jak jestem w domu mogę sobie siedzieć SAM w wannie i nie muszę się bać, że za chwilę wejdzie do środka jakiś obleśny stary facet i rozwali się na całą wannę.
Dlatego zacisnąłem wargi, gdy do naszego jacuzzi weszła jakaś babcia, która zdecydowanie nie potrafiła dobierać stroju kąpielowego.
Wiktor skomentowałby to krótkim: „Oczy mi krwawią”. Niestety, nie było go tutaj. Jechał dzisiaj do okulisty, więc nie mógł mi towarzyszyć w tym piekle. Chociaż nawet jeśli byłby w domu, to by ze mną nie pojechał, ponieważ Wiktor jak mały kotek, boi się wody.
Poczułem, że Madzia mnie szturcha. Dopiero teraz się zorientowałem się, że ta babcia zadała mi pytanie i najwyraźniej czeka na odpowiedź. Ale o co ona pytała?
- Um, przepraszam, mogła by pani powtórzyć?
- Naturalnie, kochaneczku. Pytałam, jak nazywa się ten przystojny kawaler? – spytała i zachichotała.
Rozejrzałem się wkoło. Na moje nieszczęście w jacuzzi byłem tylko ja, Madzia i ta babcia. To pytanie było zdecydowanie do mnie. Czy w tym momencie jakaś babcia po 60 mnie podrywa? Świetnie, ja to mam szczęście, albo staruszki, albo faceci.
- Alan. – odpowiedziałem niepewnie.
Babcia znowu zachichotała. Gestem przywołała drugą babcię, która akurat przechodziła obok.
- Gerdzia! Podejdź tu kochanie, popatrz jakiego przystojnego kawalera poznałam!
Babcia nazwana „Gerdzią” uśmiechnęła się ukazując swój gibis i weszła do jacuzzi.
Zaczęły razem chichotać, a ja myślałem, że umrę. Naprawdę, ja to mam szczęście.
- To jak, młody kawalerze? Masz już jakąś pannę na oku? – spytała jedna z nich mrugając do mnie zawadiacko.
Jezusie słodki…
Myślałem o tym 5 sekund. Uznałem, że to będzie najlepsze co mogę zrobić. I tak nikt mnie tu nie zna, a przynajmniej będę miał spokój.
Odwzajemniłem uśmiech.
- Cóż, szczerze powiedziawszy, nie mam. Ale za to mam chłopaka.
Uśmiech od razu zniknął z twarzy obu kobiet. Spojrzały na siebie, a zaraz po tym na mnie. Jedna z nich głośno przełknęła ślinę. Otworzyła usta, ale żadne słowo się z nich nie wydobyło.
- Czy mógłbyś powtórzyć, młody człowieku? – babcia zaśmiała się nerwowo.
- Tak, oczywiście. Mówię, że nie interesuję się dziewczynami. Jestem gejem. – uśmiechnąłem się. – Jakiś problem?
Babcie spojrzały na siebie i od razu wstały. Gdy wychodziły z jacuzzi usłyszałem takie słowa jak: „herezja” „gender” i „kościół”.
Pokiwałem głową z zrezygnowaniem i oparłem głowę o brzeg wanny.
- Jesteś gejem? – Madzia spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
- Jasne. – prychnąłem. – I może jeszcze mam chłopaka? – spytałem sarkastycznie.
Odetchnąłem z ulgą. Mogę być nawet transwestytą, byle by już nikt mi nie przeszkadzał. Nie mówię, że nie lubię ludzi. Jednak nie znoszę, gdy ktoś zawraca mi dupę, a nie ma nic ważnego i sensownego do powiedzenia. Nie czuję się ani trochę winny. Ani o to, że skłamałem, ani o to, że przyspieszyłem tętno jakimś dwóm staruszkom.
Miałem zamknięte oczy, gdy poczułem, że Megi wstaje i wychodzi z jacuzzi. Uchyliłem powieki i chwyciłem siostrę za rękę.
- Dokąd to? – spytałem.
- Nie chcę się zmarszczyć jak stara rodzynka. Idę na zjeżdżalnie. – odpowiedziała.
- A słyszałaś historię jednej ze zjeżdżalni w tym Aquaparku? – spytałem nie puszczając jej ręki.
Madzia zmarszczyła brwi i pokręciła głową.
- W zeszłym roku ktoś od zewnątrz wbił gwóźdź w żółtą zjeżdżalnie. Gościu, który akurat zjeżdżał nadział się na nią. Wbiła mu się boleśnie w nogę. Wszędzie było mnóstwo krwi. Aquapark zapłacił mu odszkodowanie, żeby ten nie pozwał ich do sądu. – zrobiłem krótką pauzę. – Na pewno chcesz tam iść?
- Kłamiesz. – stwierdziła przewracając oczami. – Myślisz, że ja w to uwierzę?
Wzruszyłem ramionami.
- Od Ciebie to zależy. – odpowiedziałem puszczając jej rękę.
Megi zacisnęła wargi. Omiotła wzrokiem cały kompleks basenów i spojrzała na zjeżdżalnie. Widać było, że gryzie się z własnymi myślami. Po chwili westchnęła i z powrotem usiadła do jacuzzi.
- To nie tak, że Ci wierzę. – powiedziała. – Po prostu mi się odechciało zjeżdżać.
Kiwnąłem głową i delikatnie się uśmiechnąłem. Oparłem ponownie głowę o brzeg jacuzzi i zamknąłem oczy. Przynajmniej mam święty spokój. Nie muszę latać za siostrą i pilnować jej na basenie.
Odkąd odebrałem siostrę ze stajni minęło kilka dni. Od tej pory niewiele się zmieniło. Może jedynie to, że Wiktor mi nie dokucza tak bardzo, jak dokuczał mi kiedyś. Myślę, że nawet on dostrzegł powagę tej sytuacji. Wspólnie uznaliśmy, że najlepiej będzie, jeśli zapomnimy, że kiedykolwiek poznaliśmy chłopca o imieniu Sebastian.
Nie chodzi o to, że go nie lubię. Jest mi totalnie obojętny. Jednak jego oryginalność,  dziwność i bezpośredniość sprawiała, że czułem się zmieszany. Jak można być w takim optymistycznym nastawieniu do osób, których w ogóle się nie zna? Wydawało mi się to totalnie dziwne.
Razem z Wiktorem chodziłem do szkoły, która składała się z samych indywidualnych jednostek. Każdy sobie rzepkę skrobał. Nikogo nie obchodziło szczęście innych. Każdemu zależało tylko na sobie, ewentualnie na osobach, z którymi się akurat zadawał, ale i tak schodzili oni na drugi plan. Na pierwszym byłeś Ty i Twoje ego. To nie tak, że ludzie byli do siebie niemili. O nie, nie. Wszyscy byli do siebie aż do porzygu mili. Jednak nie z dobrej woli, tylko z własnej chęci zysku. Każde miłe słowo, pytanie, rozmowa miała na celu wyciągnięcie potrzebnych informacji. Dlatego trzeba było być bardzo ostrożnym, jeśli chodzi o zwierzanie się innym, nawet z błahostek.
Przerażające, ale prawdziwe. No ale można się przyzwyczaić do takiej patologicznej szkoły. Paradoksalnie najlepszej szkoły w mieście.
Właśnie dlatego tak bardzo dziwiło mnie zachowanie Sebastiana. Jak można było być miłym dla każdego? Najgorsze jest to, że wydawało mi się to całkowicie szczere. Żadnych ukrytych zachcianek. Po prostu dobroć i optymizm płynące prosto z serca. I chęć bycia miłym dla innych. To właśnie to przerażało mnie najbardziej.
- Czy to nie jest przypadkiem Amanda? – Madzia szarpnęła mnie za ramię, wyrywając mnie tym samym z moim rozmyślań.
Rozejrzałem się i spojrzałem na osobę, którą wskazywała moja siostra. Gdyby nie Madzia, w życiu bym jej nie poznał. Nie umiałbym nawet jej opisać, mimo, że ją osobiście poznałem. Uwierzyłem siostrze na słowo, gdy dziewczyna do nas podeszła.
- Mogę? – spytała stojąc już jedną nogą w jacuzzi.
- Pewnie. – kiwnąłem głową i posunąłem się nieznacznie.
Amanda weszła do środka i przytuliła się z Megi. Miała na sobie dwuczęściowy, niebieski strój kąpielowy. Długie czarne włosy związała w koński ogon.
- Nie sądziłam, że was tu spotkam! – uśmiechnęła się szeroko ukazując rząd równych, białych zębów.
Nie wiedziałem co odpowiedzieć, więc tylko pokiwałem głową. Boże, dlaczego nie potrafię rozmawiać z dziewczynami?
- Al, idę do łazienki. – chwilową niezręczną ciszę przerwała Madzia.
Wyszła z wody i otrzepała się jak mały piesek. Zaraz potem pobiegła w stronę szatni. Odprowadziłem ją wzrokiem, aż zniknęła w środku. Spojrzałem na Amandę.
- Dawno Cię nie widziałam w stajni, Alanie. – stwierdziła po chwili patrząc na mnie z troską. – Stało się coś?
- Nie,  nie. – szybko pokiwałem głową. Nie potrafiłem na nią spojrzeć. – Ja po prostu… nie przepadam za końmi. Madzia jeździ, to fakt, ale mnie to nie kręci.  – uśmiechnąłem się smutno.
- O. Oh, rozumiem. Może faktycznie nie znamy się długo, ale cała nasza paczka was polubiła. Szczególnie Sebastian. Wiesz, bardzo się cieszył, że być może… - oblizała usta. – wiesz, zaczniesz tu przychodzić i się zaprzyjaźnicie.
Zaniemówiłem, a Amanda kontynuowała.
- Jest jedynym chłopakiem i mimo, że dogadujemy się bardzo dobrze, jest trochę samotny. Jak poszedłeś z Wiktorem, on jeszcze długo o Tobie opowiadał.
To było jak kubeł lodowatej wody wylany prosto na moją głowę. Jakim cudem mógł o mnie tyle opowiadać, skoro nawet się nie znamy?
Amanda spojrzała na zegar, który wyświetlał godzinę, temperaturę i inne takie pierdoły. Zagryzła wargę.
- Mój czas się kończy. – powiedziała. – Szkoda, że nie zauważyłam was wcześniej. – westchnęła smutno i jeszcze raz na mnie spojrzała. – Nie wierzę, że go nie lubisz. Przemyśl to, Alan. Wiem, że proszę o przysługę całkiem obcego chłopaka, ale… - zawahała się. – Ale wiem, że nie jesteś taki oschły jakiego udajesz. Przyjdź z Madzią. Odprowadź ją, albo przyprowadź. Tak jak ostatnio. Możesz wziąć ze sobą Wiktora, żeby było Ci raźniej. Błagam, przemyśl to, Alanie. Sebastian to naprawdę fajny chłopak. – uśmiechnęła się.
Byłem naprawdę zmieszany tym wszystkim co do mnie właśnie powiedziała. Całkiem obca dziewczyna proponuje mi przyjaźń z jakimś chłopakiem, którego zupełnie nie znam. Niech mnie ktoś szturchnie czy coś. To jest naprawdę dziwne.
Nie potrafiłem nic wyksztusić, więc tylko kiwnąłem nieznacznie głową. Amanda uśmiechnęła się i wyszła z jacuzzi. Minęła się z Megi, więc się z nią pożegnała i skierowała się do szatni. Odprowadziłem ją wzrokiem. Madzia weszła z powrotem do wanny i usiadała obok mnie.
- O czym rozmawialiście? – spytała.
- O niczym. – odpowiedziałem. – Próbowała mnie przekonać do koni. – powiedziałem wymijająco.
- Udało jej się to? – Madzia uśmiechnęła się szeroko. Nie wiem, czego ona oczekiwała.
Pokręciłem głową.
- Wybacz, Meg.

***

- Mamo, wróciliśmy! – krzyknąłem, gdy tylko przekroczyłem próg naszego domu. – Oddasz mi laptopa?
Odpowiedziała mi głucha cisza. Usłyszałem jakieś przytłumione głosy dobiegające z salonu. Zdjąłem buty i podszedłem do mamy, która akurat rozmawiała przez telefon. Świetnie, wyszedłem na uzależnione dziecko specjalnej troski, z kimkolwiek teraz rozmawiała.
- Z kim rozmawiasz? – spytałem niemo.
Moja rodzicielka zbyła mnie krótkim machnięciem ręki. Wzruszyłem ramionami i wróciłem do mojego pokoju. Wchodząc po schodach, usłyszałem, że Madzia też już weszła do domu. OK., misja wypełniona. Teraz czas na odpoczynek. Włączyłem urządzenie i od razu wszedłem na fb, skype, aska, demotywatory i włączyłem jakąś muzykę na YouTube, żeby grała mi w tle.
-Oh! – wyrwało mi się, gdy zobaczyłem nowe zaproszenie do znajomych na FB.
Zmarszczyłem brwi. Całkiem obcy chłopak wysłał mi zaproszenie. Przyjrzałem się zdjęciu profilowemu. Brunet z ciemną karnacją w okularach przeciwsłonecznych. Bożyszcz nastolatek. Patrzył zalotnie w obiektyw uśmiechając się zadziornie. Kim on do cholery jest? Imię i nazwisko? Dobre sobie, ustawił sobie „Marco Polo”.
Odrzuć.
Nie znam gościa, więc nie będę przyjmować zaproszenia. Wygląda na takiego, co zbiera lajki, bo 569 mu nie wystarcza.
Usłyszałem charakterystyczną muzyczkę i na ekranie pokazał mi się niebieski prostokąt z napisem „Klub gejowski dzwoni”.
- No hej hello, mój ulubiony rudy przyjacielu! – krzyknęła Alpaka przekrzykując tym samym głośną muzykę do której tańczyła. Miała na sobie czarny top, który ledwo zakrywał jej piesi. Na nosie miała czarne okulary.
Podniosłem rękę.
- No nie szkoła, koteczku. – wrzasnęła i zaczęła tańczyć jeszcze bardziej chaotycznie.
Spojrzałem na resztę. Kasza kiwała głową w rytm muzyki. Miała na twarzy maskę przeciwgazową. Wiktor siedział w fullcupie i udawał, że rapuje.
Siedziałem tak chwilę bez ruchu i czekałem aż się uspokoją. Wydurniali się jeszcze jakiś a potem Alpaka wyłączyła muzykę.
- No to co powiesz, zdradziecki chłopaczku? – spytała i oblizała czerwone usta.
- To było do mnie? – spytałem.
- Nie dość, że rudy to jeszcze głuchy.. – przewróciła oczami.
- Byłem na basenie z siostrą. – odpowiedziałem spokojnie. Wiedziałem, ze zaraz zacznie się kazanie.
- Oho, czyli basen w śmierdzącym mieście jest lepszy od przyjaciół z neta, co? Teraz masz życie i jeździsz na śmierdzące baseny? Świetnie.
Gdybym jej nie znał, pomyślałbym, że naprawdę jest na mnie wkurzona. Jednak zdradził ją mały uśmiech na twarzy. Po chwili wybuchła śmiechem, a zaraz za nią Kasza i Wiktor.
- To co, Al? – spytał Wiktor. – Wywaliłeś się na śliskiej podłodze? Zapomniałeś kąpielówek? Zgubiłeś coś? Jesteśmy ciekawi jak wielki obciach narobiłeś sobie dzisiaj.
Pokręciłem głową z dezaprobatą.
- Podrywała mnie jakaś babcia. – powiedziałem cicho.
Jednak to wystarczyło, żeby cała trójka wybuchła śmiechem. Kasza śmiała się z odchyloną głową, Wiktor rechotał gdzieś pod biurkiem, a Alpaka była cała czerwona i zapowietrzona. Mimowolnie się uśmiechnąłem.
- Widzisz, Alan. – zaczęła. – Powinieneś być szczęśliwy. – stwierdziła śmiejąc się dalej. – Przynajmniej ktoś się Tobą zainteresował. To wielki sukces. – kontynuowała. – Jakbyś zapomniał to jesteś…
- RUDY! – krzyknęli jednocześnie.
Przeczesałem włosy ręką.
- Nawet gdybym chciał zapomnieć, to wy przypominacie mi to tak często, że jest to niemożliwe. – zaśmiałem się.
- Za to nasz kochasz!

Nie mogłem zaprzeczyć. 

2 komentarze:

  1. O nie, nie lubię basenów :')) Tamtejszy klimat mnie odpycha.
    Łaaa, jak ja kocham każdy kolejny rozdział i wręcz nie mogę się doczekać rozwoju akcji *^* Próby z 'zaprzyjaźnieniem' chłopaków będą zapewne genialne >:3

    OdpowiedzUsuń