poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Jeżeli ktoś tu zagląda...

Um, tak. Jakieś pół roku temu przeniosłam się na wattpada. Generalnie "Galop" ma już 6 rozdziałów i wszystkie znajdują się właśnie tam. Więc jeżeli kogoś interesują jeszcze przygody Alana, Sebcia i Wiktora to zapraszam :)
Galop na Wattpadzie

sobota, 28 lutego 2015

Rozdział III

ROZDZIAŁ III

Jazda autobusem nie zajęła nam zbyt dużo czasu. Autobus był w miarę pusty. Nie licząc mnie i Megi było tu może 7 osób. Dojechaliśmy o czasie i od razu skierowaliśmy się w stronę osiedla Księcia Władysława. Uznałem, że najszybciej dostaniemy się tam idąc przez park. Tak też zrobiliśmy i już po chwili spacerowaliśmy po słonecznej okolicy. Rozejrzałem się i uśmiechnąłem krzywo. To nazywają naturą? Kilka idealnie przyciętych drzew, skoszona trawa, chodnik, zepsuta fontanna? Nie potrafiłbym żyć w mieście.
Przeszliśmy przez ulicę, minęliśmy jakieś blokowisko i byliśmy na miejscu.
„Aquapark”
Mały basen, jacuzzi, dwie krótkie zjeżdżalnie. Bieda z nędzą. Kupiliśmy bilety i poszliśmy się przebrać.
Moja mama postawiła mi jasne ultimatum: Albo pojadę z siostrą na basen, albo mogę pożegnać się z Internetem do końca wakacji.
Są rzeczy ważne i ważniejsze, dlatego stałem właśnie w kąpielówkach i patrzyłem na kąpiących się ludzi. Madzia wyszła po chwili z przebieralni. Miała jednoczęściowy różowy strój z narysowaną głową konia po lewej stronie.
Skrzywiłem się.
Wciąż pamiętałem sytuacje sprzed kilku dni, kiedy to osobiście poznałem „cukierkową blondynkę”.
- Idziemy do jacuzzi? – spytała poprawiając kucyk.
Chwyciłem ją za rękę i poczłapaliśmy do gorącej wanny. Nie lubię basenów, bo jest tutaj za dużo ludzi. Jak jestem w domu mogę sobie siedzieć SAM w wannie i nie muszę się bać, że za chwilę wejdzie do środka jakiś obleśny stary facet i rozwali się na całą wannę.
Dlatego zacisnąłem wargi, gdy do naszego jacuzzi weszła jakaś babcia, która zdecydowanie nie potrafiła dobierać stroju kąpielowego.
Wiktor skomentowałby to krótkim: „Oczy mi krwawią”. Niestety, nie było go tutaj. Jechał dzisiaj do okulisty, więc nie mógł mi towarzyszyć w tym piekle. Chociaż nawet jeśli byłby w domu, to by ze mną nie pojechał, ponieważ Wiktor jak mały kotek, boi się wody.
Poczułem, że Madzia mnie szturcha. Dopiero teraz się zorientowałem się, że ta babcia zadała mi pytanie i najwyraźniej czeka na odpowiedź. Ale o co ona pytała?
- Um, przepraszam, mogła by pani powtórzyć?
- Naturalnie, kochaneczku. Pytałam, jak nazywa się ten przystojny kawaler? – spytała i zachichotała.
Rozejrzałem się wkoło. Na moje nieszczęście w jacuzzi byłem tylko ja, Madzia i ta babcia. To pytanie było zdecydowanie do mnie. Czy w tym momencie jakaś babcia po 60 mnie podrywa? Świetnie, ja to mam szczęście, albo staruszki, albo faceci.
- Alan. – odpowiedziałem niepewnie.
Babcia znowu zachichotała. Gestem przywołała drugą babcię, która akurat przechodziła obok.
- Gerdzia! Podejdź tu kochanie, popatrz jakiego przystojnego kawalera poznałam!
Babcia nazwana „Gerdzią” uśmiechnęła się ukazując swój gibis i weszła do jacuzzi.
Zaczęły razem chichotać, a ja myślałem, że umrę. Naprawdę, ja to mam szczęście.
- To jak, młody kawalerze? Masz już jakąś pannę na oku? – spytała jedna z nich mrugając do mnie zawadiacko.
Jezusie słodki…
Myślałem o tym 5 sekund. Uznałem, że to będzie najlepsze co mogę zrobić. I tak nikt mnie tu nie zna, a przynajmniej będę miał spokój.
Odwzajemniłem uśmiech.
- Cóż, szczerze powiedziawszy, nie mam. Ale za to mam chłopaka.
Uśmiech od razu zniknął z twarzy obu kobiet. Spojrzały na siebie, a zaraz po tym na mnie. Jedna z nich głośno przełknęła ślinę. Otworzyła usta, ale żadne słowo się z nich nie wydobyło.
- Czy mógłbyś powtórzyć, młody człowieku? – babcia zaśmiała się nerwowo.
- Tak, oczywiście. Mówię, że nie interesuję się dziewczynami. Jestem gejem. – uśmiechnąłem się. – Jakiś problem?
Babcie spojrzały na siebie i od razu wstały. Gdy wychodziły z jacuzzi usłyszałem takie słowa jak: „herezja” „gender” i „kościół”.
Pokiwałem głową z zrezygnowaniem i oparłem głowę o brzeg wanny.
- Jesteś gejem? – Madzia spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
- Jasne. – prychnąłem. – I może jeszcze mam chłopaka? – spytałem sarkastycznie.
Odetchnąłem z ulgą. Mogę być nawet transwestytą, byle by już nikt mi nie przeszkadzał. Nie mówię, że nie lubię ludzi. Jednak nie znoszę, gdy ktoś zawraca mi dupę, a nie ma nic ważnego i sensownego do powiedzenia. Nie czuję się ani trochę winny. Ani o to, że skłamałem, ani o to, że przyspieszyłem tętno jakimś dwóm staruszkom.
Miałem zamknięte oczy, gdy poczułem, że Megi wstaje i wychodzi z jacuzzi. Uchyliłem powieki i chwyciłem siostrę za rękę.
- Dokąd to? – spytałem.
- Nie chcę się zmarszczyć jak stara rodzynka. Idę na zjeżdżalnie. – odpowiedziała.
- A słyszałaś historię jednej ze zjeżdżalni w tym Aquaparku? – spytałem nie puszczając jej ręki.
Madzia zmarszczyła brwi i pokręciła głową.
- W zeszłym roku ktoś od zewnątrz wbił gwóźdź w żółtą zjeżdżalnie. Gościu, który akurat zjeżdżał nadział się na nią. Wbiła mu się boleśnie w nogę. Wszędzie było mnóstwo krwi. Aquapark zapłacił mu odszkodowanie, żeby ten nie pozwał ich do sądu. – zrobiłem krótką pauzę. – Na pewno chcesz tam iść?
- Kłamiesz. – stwierdziła przewracając oczami. – Myślisz, że ja w to uwierzę?
Wzruszyłem ramionami.
- Od Ciebie to zależy. – odpowiedziałem puszczając jej rękę.
Megi zacisnęła wargi. Omiotła wzrokiem cały kompleks basenów i spojrzała na zjeżdżalnie. Widać było, że gryzie się z własnymi myślami. Po chwili westchnęła i z powrotem usiadła do jacuzzi.
- To nie tak, że Ci wierzę. – powiedziała. – Po prostu mi się odechciało zjeżdżać.
Kiwnąłem głową i delikatnie się uśmiechnąłem. Oparłem ponownie głowę o brzeg jacuzzi i zamknąłem oczy. Przynajmniej mam święty spokój. Nie muszę latać za siostrą i pilnować jej na basenie.
Odkąd odebrałem siostrę ze stajni minęło kilka dni. Od tej pory niewiele się zmieniło. Może jedynie to, że Wiktor mi nie dokucza tak bardzo, jak dokuczał mi kiedyś. Myślę, że nawet on dostrzegł powagę tej sytuacji. Wspólnie uznaliśmy, że najlepiej będzie, jeśli zapomnimy, że kiedykolwiek poznaliśmy chłopca o imieniu Sebastian.
Nie chodzi o to, że go nie lubię. Jest mi totalnie obojętny. Jednak jego oryginalność,  dziwność i bezpośredniość sprawiała, że czułem się zmieszany. Jak można być w takim optymistycznym nastawieniu do osób, których w ogóle się nie zna? Wydawało mi się to totalnie dziwne.
Razem z Wiktorem chodziłem do szkoły, która składała się z samych indywidualnych jednostek. Każdy sobie rzepkę skrobał. Nikogo nie obchodziło szczęście innych. Każdemu zależało tylko na sobie, ewentualnie na osobach, z którymi się akurat zadawał, ale i tak schodzili oni na drugi plan. Na pierwszym byłeś Ty i Twoje ego. To nie tak, że ludzie byli do siebie niemili. O nie, nie. Wszyscy byli do siebie aż do porzygu mili. Jednak nie z dobrej woli, tylko z własnej chęci zysku. Każde miłe słowo, pytanie, rozmowa miała na celu wyciągnięcie potrzebnych informacji. Dlatego trzeba było być bardzo ostrożnym, jeśli chodzi o zwierzanie się innym, nawet z błahostek.
Przerażające, ale prawdziwe. No ale można się przyzwyczaić do takiej patologicznej szkoły. Paradoksalnie najlepszej szkoły w mieście.
Właśnie dlatego tak bardzo dziwiło mnie zachowanie Sebastiana. Jak można było być miłym dla każdego? Najgorsze jest to, że wydawało mi się to całkowicie szczere. Żadnych ukrytych zachcianek. Po prostu dobroć i optymizm płynące prosto z serca. I chęć bycia miłym dla innych. To właśnie to przerażało mnie najbardziej.
- Czy to nie jest przypadkiem Amanda? – Madzia szarpnęła mnie za ramię, wyrywając mnie tym samym z moim rozmyślań.
Rozejrzałem się i spojrzałem na osobę, którą wskazywała moja siostra. Gdyby nie Madzia, w życiu bym jej nie poznał. Nie umiałbym nawet jej opisać, mimo, że ją osobiście poznałem. Uwierzyłem siostrze na słowo, gdy dziewczyna do nas podeszła.
- Mogę? – spytała stojąc już jedną nogą w jacuzzi.
- Pewnie. – kiwnąłem głową i posunąłem się nieznacznie.
Amanda weszła do środka i przytuliła się z Megi. Miała na sobie dwuczęściowy, niebieski strój kąpielowy. Długie czarne włosy związała w koński ogon.
- Nie sądziłam, że was tu spotkam! – uśmiechnęła się szeroko ukazując rząd równych, białych zębów.
Nie wiedziałem co odpowiedzieć, więc tylko pokiwałem głową. Boże, dlaczego nie potrafię rozmawiać z dziewczynami?
- Al, idę do łazienki. – chwilową niezręczną ciszę przerwała Madzia.
Wyszła z wody i otrzepała się jak mały piesek. Zaraz potem pobiegła w stronę szatni. Odprowadziłem ją wzrokiem, aż zniknęła w środku. Spojrzałem na Amandę.
- Dawno Cię nie widziałam w stajni, Alanie. – stwierdziła po chwili patrząc na mnie z troską. – Stało się coś?
- Nie,  nie. – szybko pokiwałem głową. Nie potrafiłem na nią spojrzeć. – Ja po prostu… nie przepadam za końmi. Madzia jeździ, to fakt, ale mnie to nie kręci.  – uśmiechnąłem się smutno.
- O. Oh, rozumiem. Może faktycznie nie znamy się długo, ale cała nasza paczka was polubiła. Szczególnie Sebastian. Wiesz, bardzo się cieszył, że być może… - oblizała usta. – wiesz, zaczniesz tu przychodzić i się zaprzyjaźnicie.
Zaniemówiłem, a Amanda kontynuowała.
- Jest jedynym chłopakiem i mimo, że dogadujemy się bardzo dobrze, jest trochę samotny. Jak poszedłeś z Wiktorem, on jeszcze długo o Tobie opowiadał.
To było jak kubeł lodowatej wody wylany prosto na moją głowę. Jakim cudem mógł o mnie tyle opowiadać, skoro nawet się nie znamy?
Amanda spojrzała na zegar, który wyświetlał godzinę, temperaturę i inne takie pierdoły. Zagryzła wargę.
- Mój czas się kończy. – powiedziała. – Szkoda, że nie zauważyłam was wcześniej. – westchnęła smutno i jeszcze raz na mnie spojrzała. – Nie wierzę, że go nie lubisz. Przemyśl to, Alan. Wiem, że proszę o przysługę całkiem obcego chłopaka, ale… - zawahała się. – Ale wiem, że nie jesteś taki oschły jakiego udajesz. Przyjdź z Madzią. Odprowadź ją, albo przyprowadź. Tak jak ostatnio. Możesz wziąć ze sobą Wiktora, żeby było Ci raźniej. Błagam, przemyśl to, Alanie. Sebastian to naprawdę fajny chłopak. – uśmiechnęła się.
Byłem naprawdę zmieszany tym wszystkim co do mnie właśnie powiedziała. Całkiem obca dziewczyna proponuje mi przyjaźń z jakimś chłopakiem, którego zupełnie nie znam. Niech mnie ktoś szturchnie czy coś. To jest naprawdę dziwne.
Nie potrafiłem nic wyksztusić, więc tylko kiwnąłem nieznacznie głową. Amanda uśmiechnęła się i wyszła z jacuzzi. Minęła się z Megi, więc się z nią pożegnała i skierowała się do szatni. Odprowadziłem ją wzrokiem. Madzia weszła z powrotem do wanny i usiadała obok mnie.
- O czym rozmawialiście? – spytała.
- O niczym. – odpowiedziałem. – Próbowała mnie przekonać do koni. – powiedziałem wymijająco.
- Udało jej się to? – Madzia uśmiechnęła się szeroko. Nie wiem, czego ona oczekiwała.
Pokręciłem głową.
- Wybacz, Meg.

***

- Mamo, wróciliśmy! – krzyknąłem, gdy tylko przekroczyłem próg naszego domu. – Oddasz mi laptopa?
Odpowiedziała mi głucha cisza. Usłyszałem jakieś przytłumione głosy dobiegające z salonu. Zdjąłem buty i podszedłem do mamy, która akurat rozmawiała przez telefon. Świetnie, wyszedłem na uzależnione dziecko specjalnej troski, z kimkolwiek teraz rozmawiała.
- Z kim rozmawiasz? – spytałem niemo.
Moja rodzicielka zbyła mnie krótkim machnięciem ręki. Wzruszyłem ramionami i wróciłem do mojego pokoju. Wchodząc po schodach, usłyszałem, że Madzia też już weszła do domu. OK., misja wypełniona. Teraz czas na odpoczynek. Włączyłem urządzenie i od razu wszedłem na fb, skype, aska, demotywatory i włączyłem jakąś muzykę na YouTube, żeby grała mi w tle.
-Oh! – wyrwało mi się, gdy zobaczyłem nowe zaproszenie do znajomych na FB.
Zmarszczyłem brwi. Całkiem obcy chłopak wysłał mi zaproszenie. Przyjrzałem się zdjęciu profilowemu. Brunet z ciemną karnacją w okularach przeciwsłonecznych. Bożyszcz nastolatek. Patrzył zalotnie w obiektyw uśmiechając się zadziornie. Kim on do cholery jest? Imię i nazwisko? Dobre sobie, ustawił sobie „Marco Polo”.
Odrzuć.
Nie znam gościa, więc nie będę przyjmować zaproszenia. Wygląda na takiego, co zbiera lajki, bo 569 mu nie wystarcza.
Usłyszałem charakterystyczną muzyczkę i na ekranie pokazał mi się niebieski prostokąt z napisem „Klub gejowski dzwoni”.
- No hej hello, mój ulubiony rudy przyjacielu! – krzyknęła Alpaka przekrzykując tym samym głośną muzykę do której tańczyła. Miała na sobie czarny top, który ledwo zakrywał jej piesi. Na nosie miała czarne okulary.
Podniosłem rękę.
- No nie szkoła, koteczku. – wrzasnęła i zaczęła tańczyć jeszcze bardziej chaotycznie.
Spojrzałem na resztę. Kasza kiwała głową w rytm muzyki. Miała na twarzy maskę przeciwgazową. Wiktor siedział w fullcupie i udawał, że rapuje.
Siedziałem tak chwilę bez ruchu i czekałem aż się uspokoją. Wydurniali się jeszcze jakiś a potem Alpaka wyłączyła muzykę.
- No to co powiesz, zdradziecki chłopaczku? – spytała i oblizała czerwone usta.
- To było do mnie? – spytałem.
- Nie dość, że rudy to jeszcze głuchy.. – przewróciła oczami.
- Byłem na basenie z siostrą. – odpowiedziałem spokojnie. Wiedziałem, ze zaraz zacznie się kazanie.
- Oho, czyli basen w śmierdzącym mieście jest lepszy od przyjaciół z neta, co? Teraz masz życie i jeździsz na śmierdzące baseny? Świetnie.
Gdybym jej nie znał, pomyślałbym, że naprawdę jest na mnie wkurzona. Jednak zdradził ją mały uśmiech na twarzy. Po chwili wybuchła śmiechem, a zaraz za nią Kasza i Wiktor.
- To co, Al? – spytał Wiktor. – Wywaliłeś się na śliskiej podłodze? Zapomniałeś kąpielówek? Zgubiłeś coś? Jesteśmy ciekawi jak wielki obciach narobiłeś sobie dzisiaj.
Pokręciłem głową z dezaprobatą.
- Podrywała mnie jakaś babcia. – powiedziałem cicho.
Jednak to wystarczyło, żeby cała trójka wybuchła śmiechem. Kasza śmiała się z odchyloną głową, Wiktor rechotał gdzieś pod biurkiem, a Alpaka była cała czerwona i zapowietrzona. Mimowolnie się uśmiechnąłem.
- Widzisz, Alan. – zaczęła. – Powinieneś być szczęśliwy. – stwierdziła śmiejąc się dalej. – Przynajmniej ktoś się Tobą zainteresował. To wielki sukces. – kontynuowała. – Jakbyś zapomniał to jesteś…
- RUDY! – krzyknęli jednocześnie.
Przeczesałem włosy ręką.
- Nawet gdybym chciał zapomnieć, to wy przypominacie mi to tak często, że jest to niemożliwe. – zaśmiałem się.
- Za to nasz kochasz!

Nie mogłem zaprzeczyć. 

czwartek, 12 lutego 2015

Rozdział II

ROZDZIAŁ II

- No i okazała się facetem! Rozumiesz to? FACETEM!
- Aha. Już to mówiłeś.
Rozmowy z moim najlepszym kumplem właśnie tak wyglądają. Ja się produkuję, a on ma to gdzieś. Pominę fakt, że czasami jest odwrotnie.
- Nic Cię to nie obchodzi?!
- Skąd ten pomysł? Oczywiście, że mnie obchodziło. Ale za pierwszym razem, a za piątym to się już robi nudne.
- Ale wyglądał zupełnie jak dziewczyna! ZUPEŁNIE! Jeszcze nigdy nie spotkałem chłopaka, który wyglądał jak dziewczyna! To nie tak, że wyglądał jak ciota, on wyglądał jak dziewczyna!
- Ej, Alan, wiesz co? – spytał podekscytowany.
- Co?!
- Powtarzasz się.
Zmarkotniałem.
- Wiks? – spytałem po chwili.
- Hm?
- Co robisz?
- Napieprzam w OSU!
- Jak myślisz, dlaczego spotykają mnie takie rzeczy?
Wiktor poprawił okulary i spojrzał prosto w kamerkę.
- Bo jesteś rudy, Alan. Bo jesteś rudy…
Przewróciłem oczami.
- Mógłbyś choć raz powiedzieć coś innego? Ja tutaj serio się stresuję a ty wyskakujesz z moim kolorem włosów. Co z tego, że jestem rudy? Przecież mam przyjaciół!
- Wcale nie. Twoja mama mi płaci, żebym się z tobą kumplował.
Westchnąłem.
- Alan, dobrze. Więc zadam Ci pytanie, które naprawdę mnie nurtuję. Dlaczego do cholery aż tak bardzo się tym przejmujesz? Ok., wziąłeś go za laskę, ale co z tego? I tak już nigdy go nie spotkasz, już nigdy tam nie wrócisz! Czemu przeżywasz to jak mrówka okres?
- Wcale tego nie przeżywam jak mrówka okres! – oburzyłem się. – Po prostu to jest nie fair! Ty nigdy nie miałeś takiej sytuacji. Wkurza mnie to! Taka ładna dziewczyna a okazała się facetem! To tak jakbyś znalazł 10 zł na ulicy, a okazało się, że są sztuczne! Dobra, zły przykład, ale wiesz o co mi chodzi! I wiesz co? Nie interesuje mnie to! Niech sobie będzie chłopcem, wszystko mi jedno, przecież i tak go nie spotkam. No ale jednak pierwszy raz kogoś poznałem, a tu klops. Znaczy, nie poznałem, ale no ej!
Cisza.
- Czy Ty mnie w ogóle słuchasz?
Wiktor otrząsnął się, spojrzał w kamerkę i kliknął coś na klawiaturze.
- Wybacz, miałem wyciszony dźwięk, mówiłeś coś?

*** 

- Alan, wychodzę, nie zabij się. – Megi krzyknęła z holu zakładając buty.
- Megi, stop, stop! – krzyknąłem zbiegając ze schodów.
Spojrzała na mnie trzymając klamkę.
- Dokąd idziesz?
- Na konie? Idiota. – powiedziała otwierając drzwi.
- Ej, ale jak to, sama?
- Mam prawie 10 lat, po za tym jest jeszcze jasno. Ogarnij się.
- Mam po Ciebie przyjść?
- Nie.
- Proszę.
- Pojebało?
Gwałtownie nabrałem powietrza.
- Jak Ty mówisz! Wszystko powiem mamie!
Madzia szepnęła coś pod nosem i wyszła.
- Przyjdę po Ciebie! Słyszysz, Megi? Przyjdę! – krzyknąłem za nią.
Nie pozwolę, by moja siostrzyczka sama wracała do domu. Jest za mała, a teraz szybko robi się ciemno.
Jest lato, Alan
Wróciłem do mojego pokoju i rzuciłem się na łóżko. Spojrzałem na monitor komputera. Wiktor właśnie ze skupieniem wymalowanym na twarzy pobijał swój rekord w jakiejś grze. Miał włączoną kamerkę, więc dokładnie go widziałem. Na szczęście on ani mnie nie widział, ani nie słyszał. Uważał jednak, że skoro ja go widzę, to spędzamy razem czas. Niech się dalej oszukuje, biedny, uzależniony chłopiec.
Przymknąłem oczy. Nie wiem dlaczego, ale czułem się zmęczony. Całe dnie nie muszę nic robić, bo przecież są wakacje. Mogę imprezować, upijać się do nieprzytomności, szwędać się po mieście. Ale tego nie robię. Wole posiedzieć na skype z Wiktorem i jego dziewczyną. Tak, Wiktor ma dziewczynę. Pewnie się zastanawiacie, skąd taki nolife nerd jak Wiktor znalazł sobie drugą połówkę. Otóż poznał ja w grze. Dobijająco przewidywalne, czyż nie? Nigdy się nie spotkali na żywo, a jednak są bliżej niż niejedna para.
Podniosłem się z łóżka, a swoje kroki skierowałem w stronę łazienki. Po drodze włączyłem mikrofon.
- Wiks, idę się kąpać. Masz może ochotę wyjść gdzieś ze mną? – spytałem.
Chłopak spojrzał w kamerkę na ułamek sekundy, a zaraz po tym z powrotem swój wzrok skierował na monitor.
- Skończę tą rundę za 30 minut. Przyjdź po mnie. – mruknął.
Uśmiechnąłem się i wyłączyłem komputer. Czyli jednak dał się namówić na wyjście z domu. Nie spodziewałem się tego.
Otworzyłem szafkę i wyciągnąłem z niej szary dres i czarną bokserkę. Nie idę na imprezę,  tylko na spacer z kumplem. Nie muszę wyglądać jak gwiazda.
Odkręciłem kurek. Wanna zaczęła napełniać się wodą. Wlałem fiołkowy płyn do kąpieli i rozebrałem się. Najpierw koszulka znalazła się na podłodze. Zaraz po niej spodenki i skarpetki. Zostałem w samych bokserkach. Przejrzałem się w lustrze. Nie mogłem narzekać na złą figurę. Mogłem się pochwalić szczupłymi, zgrabnymi nogami. Nie byłem zbyt szeroki w barach, ale miałem posturę młodego mężczyzny. Uśmiechnąłem się do mojego odbicia w lustrze i wyszedłem z łazienki. Przebiegłem się nago po mieszkaniu. Taki fetysz.
Wróciłem do łazienki w momencie, gdy wanna była prawie pełna. Szybko zakręciłem kurek i wszedłem do środka.
- Ahhh! – jęknąłem i zaraz zatkałem usta dłonią.
Dobrze, że nikogo nie było w domu, bo chyba musiałbym się tłumaczyć z tych jęków. Nie moja wina, że gorąca woda tak na mnie działa!
Nie wiem ile czasu minęło, kiedy wreszcie wyszedłem z wanny. Ubrałem się, poczesałem i wyszedłem z domu. Do Wiktora miałem jakieś 10 minut drogi pieszo. Szybko skalkulowałem w głowie ile siedziałem w wodzie, ile się przygotowywałem, ile zajmie mi droga do kumpla i wreszcie ile czasu mogę poświęcić na spacer z nim. W końcu o 19 Madzia kończy jazdę konną, a ja nigdy nie rzucam słów na wiatr. Skoro obiecałem, że po nią przyjdę, to po nią przyjdę.
Droga do Wiki tym razem zajęła mi trochę mniej czasu, więc byłem na miejscu przed umówioną godziną. Wszedłem na jego plac i gwizdnąłem.
Zero reakcji.
Gwizdnąłem ponownie.
Rolety w pokoju na piętrze podniosły się góry, a w oknie stanął mój kumpel we własnej osobie.
- Jebane ptaki nie dają grać LoL’a! – wrzasnął i zamknął okno.
Zachichotałem.
Nie minęło dużo czasu, gdy drzwi wejściowe otworzyły się, a Wiktor wyszedł z domu.
- Dokąd idziemy? – spytał wkładając ręce do kieszeni.
- Tak sobie pochodzić. Potem muszę odebrać Megi ze stajni.
Wiktor spojrzał na mnie pytająco.
- Od kiedy po nią chodzisz? – spytał.
- Od kiedy zdałem sobie sprawę, że moja mała siostrzyczka nie może wracać sama do domu! Jeszcze ją ktoś porwie!
Wiktor zmarszczył brwi i wydął usta. Wyglądał wtedy przezabawnie.
- Twoja siostra jeździ konno od dwóch lat. Odkąd skończyła 9 lat wraca sama do domu. Przez cały ten czas miałeś ją i jej powroty tak głęboko, że chyba głębiej się nie da. Wczoraj byłeś na zawodach i prawie zarywałeś do laski, która okazała się być facetem. Nagle wielce martwisz się o siostrzyczkę. – zrobił krótką przerwę. – To dziwne, nie uważasz?
- Czy ty coś sugerujesz?! – spytałem już trochę podenerwowany.
Co on sobie wyobraża? Że niby chce iść na konie, bo tam jest ten transwestyta? Chyba mu te gry na mózg siadły.
Wiktor uniósł dłonie w geście obrony.
- Skąd… - pokręcił głową. – Ale mimo wszystko…
- Wiks, daj spokój! Nawet jeśli to co mówisz jest prawdą, ale nie jest, to jaką mam pewność, że on tam będzie? Może nie jeździ w tej stajni, tylko przyjechał na zawody!
Okularnik pokiwał głową.
- Nie spytałeś się Megi?
- Co mnie to niby obchodzi? – spytałem piskliwie.
 Jakaś babcia spojrzała na mnie i się przeżegnała. Kiedy się denerwowałem mówiłem bardzo wysokim głosem.
- Dobra, nie denerwuj się. Złość piękności szkodzi, a Ty nie masz czym szastać. – uśmiechnął się pokazując mi język. – Bo jesteś rudy!
Oho, właśnie stara się zmienić temat.
Pokręciłem głową z politowaniem.
- Ja przynajmniej mam życie towarzyskie. – odpyskowałem.
Wiktor zachichotał.
Lubiłem go. Był jedyną osobą, którą mogłem nazwać moim przyjacielem. Wiedział o mnie wszystko, a mimo wszystko się ze mną zadawał. Znałem go jeszcze za czasów przedszkola. To tam właśnie się poznaliśmy. Był wtedy małym pucołowatym chłopczykiem z burzą kręconych, brązowych włosów.
Teraz, jedyne co pozostało niezmienne to właśnie te włosy. Wiktor wyrósł, wyszczuplał i znalazł sobie hobby. O ile granie w gry 24/h można nazwać hobby. Naprawdę mu się dziwię, bo całkiem przystojny. Zwykle gracze i nolify są grubi, pryszczaci i brzydcy.
No cóż, to jego życie. Ja, za punkt honoru uważam wyciągnięcie go czasami z jego samotni, tak jak teraz. To naprawdę całkiem przyjemny spacerek. Chodzimy sobie po słonecznej okolicy, mówimy „dzień dobry” wszystkim mijanym mocherom. Jest sympatycznie.
- Nudzę się. – westchnął Wiktor.
- To chodź ze mną po Megi. – zaproponowałem.
- Dostane za tego questa jakiegoś golda?
Zamrugałem i spojrzałem na Wiktora. Uderzył mnie w ramię i szczerze się zaśmiał.
- Żartuję przecież! Dobra, możemy iść. – powiedział i włożył ręce do kieszeni. – Ale jeszcze nie ma 19. – stwierdził po chwili.
- Trudno. – wzruszyłem ramionami. – Najwyżej poczekamy te kilka minut.
Wiktor pokiwał głową i zmieniliśmy kierunek trasy.
Dojście do stajni nie zajęło nam zbyt dużo czasu. Wiktor w tym czasie zdążył mi opowiedzieć o osobach, z którymi miał (nie)przyjemność grać. Słuchałem go ze skupieniem i analizowałem każde jego słowo. Żartuję, wyłączyłem się po dwóch pierwszych zdaniach.
- Fuj, jak tu śmierdzi. – stwierdził Wiktor, gdy tylko weszliśmy na plac.
- Trzeba się m myć, Wiktor. – zachichotałem.
- Pierdol się.
No ale musiałem przyznać mu rację. Już miałem odruchy wymiotne, a nawet nie wszedłem do stajni.
- Wymiękam, Alan. Spadam stąd. – powiedział i już kierował się w stronę wyjścia.
- Nigdzie nie idziesz! – krzyknąłem łapiąc go za ramię i prowadząc w stronę koni.
Wiktor mruknął coś niezrozumiale i zatkał nos.
Rozejrzałem się. Widziałem parę osób jeżdżących na padoku. Niestety, nie mogłem dostrzec, czy była wśród nich moja siostra. Pociągnąłem Wiktora w stronę stajni. O dziwo, nie protestował, a trzeba przyznać, że tam śmierdziało najgorzej. Weszliśmy do środka. Z tego smrodu aż odrzuciło mnie do tyłu, jednak dzielnie parłem naprzód.
Po obu stronach znajdowały się boksy dla koni, jednak nie wszystkie były zajęte. Na betonowej podłodze walało się siano. Usłyszałem śmiech. Dochodził z głębi stajni, gdzie trzymano kostki słomy. Wiktor zaczął coś mruczeć. Spojrzałem na niego. Przez to, że cały czas nie oddychał zrobił się fioletowy. Pokręciłem głową z politowaniem i pociągnąłem go w głąb stajni. Miałem rację. Dużą cześć stajni zajmowały kostki słomy poukładane jedna na drugiej. Tworzyły one coś na wzór zamku, o którym każdy w dzieciństwie marzył. Na kostkach siedziały osoby, które znałem z wczoraj i kilka zupełnie obcych mi ludzi. Podszedłem bliżej, ale nie na tyle, żeby zwrócić na siebie uwagę. Oparłem się o belkę i spojrzałem na całą śmietankę towarzyską. Od razu poznałem tą niską brunetkę, która wczoraj dała swój „niesamowity pokaz mistrzyni województwa”. Nie była zbytnio zainteresowana wygłupami swoich przyjaciół, bo gapiła się w telefon, ignorując wszystko dookoła. Był tam
też Sebastian. Na jego widok trochę się skrzywiłem. Dzisiaj wyglądał zupełnie inaczej. Nie miał kasku, więc jego włosy wydawały się być krótsze. Był cały czerwony ze śmiechu. Miał na sobie czarną bluzkę, która wyglądała na 2 rozmiary za dużą z napisem: „Sleep, Eat, Horses”. Do tego miał krótkie, jeasnowe spodenki i wysokie buty. Musiałem przyznać, że nie wyglądał jak dziewczyna. Było mi głupio. Oprócz tego siedziały tam 3 inne dziewczyny, które widziałem pierwszy raz w życiu.
Nagle wszystkie głowy obróciły się w naszą stronę. Jedynie ta brunetka miała na nas totalnie wyjebane i nawet nie zaszczyciła mnie i Wiktora spojrzeniem.
- Na zdrowie. – powiedzieli prawie równo.
- Dzięki. – odpowiedział lekko czerwony na twarzy Wiktor i niedyskretnie wytarł nos.
Policzyłem w myślach do trzech. Wszystko zepsuł! Mieli nas nie zauważyć!
- Ej! Chłopiec od siodła! – krzyknął Sebastian.
Co do…?
- Hej, spokojnie! – wrzasnąłem, gdy rzucił się na mnie.
Chłopak objął mnie w pasie i prawie podniósł. Byłem przerażony.
- Ej, chodźcie tu wszyscy! – wydarł się do reszty. – Poznacie mojego kumpla!
Twojego… CO?
Dziewczyny podeszły do nas z uśmiechem na twarzach. Jedynie ta brunetka została tam, gdzie była. Jednak nie patrzyła na telefon, tylko centralnie na mnie. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Sebastian puścił mnie i spojrzał na Wiktora. Przekręcił głowę lekko w lewo i uśmiechnął się.
- Ciebie nie znam. – powiedział po chwili.
Wiktor był nie mniej zdziwiony ode mnie. Właściwie to stał z otwartą buzią i patrzył na przemian na mnie, na Sebastiana i znowu na mnie.
- Egehhh… - wydukał i przełknął ślinę. – Jestem Wiktor.
- Wikuś! – krzyknął blondyn i rzucił się na mojego kumpla.
Wiktor miał w tym momencie minę, jakby ktoś mu pierdnął w twarz. Mimowolnie się uśmiechnąłem, chociaż ta sytuacja była naprawdę dziwna.
- Ja jestem Sebek. – wskazał na siebie. – A to Amanda, Kasia i Natalia – wskazał na te trzy dziewczyny. – A tam na słomie siedzi Martyna.
Nastąpił uścisk dłoni pomiędzy dziewczynami a Wiktorem. Sebastian z uśmiechem od ucha do ucha spojrzał na mnie.
- Hej, a ja właściwie nadal nie wiem, jak nazywa się chłopiec od siodła!
Rozważałem dwie możliwości. Pierwsza to spierdalanie z tego miejsca najszybciej jak się dało. Druga to podanie fałszywego imienia jak Alfred czy Ildefons.
- Alan. – powiedziałem po chwili.
- Jeny, jak ślicznie! – krzyknął i znowu się na mnie rzucił.
Zastanawiałem się, czy ten chłopak wie w ogóle co to jest przestrzeń osobista.
- Hej! – zwrócił się do dziewczyn. – Wy nawet nie wiecie jak poznałem Alana!
„O Boże, nie mów im tego” – pomyślałem.
- Alan niósł wczoraj siodło i szło mu to bardzo niezdarnie. W pewnym momencie poślizgnął się na końskim placku i upadł na tyłek! Pomogłem mu wtedy.
Dziewczyny uśmiechnęły się lekko, a Wiktor wybuchnął śmiechem. Rzuciłem mu spojrzenie w stylu: „Zamknij mordę, albo wsadzę Ci ten uśmiech w dupę”.
Sebastian śmiał się najgłośniej. Po chwili starł niewidzialną łezkę z policzka i znowu spojrzał na mnie. W oczach tańczyły mu wesołe iskierki.
- Tak właściwie, to co tu robisz, chłopczyku „nie-lubie-koni”? – spytał i pokazał język.
- Przyszedłem po siostrę. – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
Sebastian zmrużył oczy. Widać było, że nad czymś się głęboko zastanawia. Nagle klasnął w dłonie i uśmiechnął się szeroko.
- To ta mała, ruda? – spytał.
Kiwnąłem głową.
- Oh, Madzia jest świetną koniarą! Jeździ od niedawna, a idzie jej naprawdę dobrze. No i na pierwszy rzut oka widać, że jest zakochana w koniach. No i w ogóle taka śliczna jest i słodka. Prawie tak jak braciszek. – rzucił, a jego wzrok na sekundę spoczął na mnie.
To są chyba jakieś jaja…
Wiktor wstrzymał oddech. Nie musiałem się wysilać, doskonale wiem,  o czym pomyślał. Właściwie to mu się nie dziwiłem.
- Taa… - westchnąłem wymijająco, zupełnie jakbym nie dosłyszał tego, co właśnie powiedział. – Wiecie może gdzie ona jest? – spojrzałem na dziewczyny.
- Oh, wydaje mi się, że jeszcze jeździ! Ale powinna tutaj zaraz być. – na moje pytanie odpowiedział Sebastian.
Kiwnąłem głową i chwyciłem Wiktora za ramię, prowadząc go do wyjścia ze stajni. Drogę jednak zagrodził mi nie kto inny jak Sebastian.
- Dokąd idziecie? – stanął na palcach, próbując zrównać się ze mną wzrostem.
- Sobie. Stąd. – syknąłem.
- Wrócicie jeszcze? Jesteście naprawę fajni! – uśmiechnął się patrząc prosto na mnie.
Odwróciłem wzrok.
- Byłem tylko po siostrę. Już raczej tu nie wrócę. Poczekam na nią na zewnątrz, tutaj za bardzo śmierdzi. – rzuciłem zdając sobie sprawę, że ranię jego uczucia moim nastawieniem do koni.
- Mogę was odprowadzić. – zaproponował.
- N-nie ma takiej potrzeby. – trzymając Wiktora za ramię, wyprowadziłem go ze stajni.
Stanąłem kilka metrów od głównej siatki, naprzeciwko miejsca, gdzie parkowano rowery. Westchnąłem przykładając palce do skroni i spojrzałem na Wiktora. Nie musiałem nic mówić.
- To było dziwne. – stwierdził po chwili.
No co on nie powie.
- Ale szczerze Ci powiem, Alan, że wcale nie wyglądał na dziewczynę. Raczej na takiego… beztroskiego chłopca.
Kiwnąłem głową.
- Nie licząc tego, że jest okropnie bezpośredni, jest straszną paplą i do wszystkiego się klei, jest całkiem spoko. – Wiktor wzruszył ramionami.
- Pewnie, że tak. – odparłem sarkastycznie. – Wikuś…
- No nie licząc mojej ksywki. – przewrócił oczami. – No i jest jeszcze jeden problem. – stwierdził po chwili.
Spojrzałem za siebie. Megi właśnie odprowadzała konia do stajni. Mimowolnie się wzdrygnąłem. Nienawidzę koni. Boję się ich.
- Jaki problem? – spytałem odwracając się do okularnika.
- On ewidentnie Cię podrywał.
Zakrztusiłem się własną śliną.
- Ciebie chyba cycki swędzą! – krzyknąłem piskliwie.

środa, 4 lutego 2015

Rozdział I

ROZDZIAŁ I

- Alan, pośpiesz się do diaska! – krzyknęła moja mama stojąc w holu i zapinając swoje nowe buty.
Westchnąłem i zwlokłem się z sofy. Ostatnią rzeczą, którą chciałbym teraz robić jest wyjście w tą pogodę na dwór, przejście dwóch kilometrów pieszo a następnie stanie pod barierką przez dobre dwie godziny i obserwowanie śmierdzących zwierząt. Nie, nie idziemy do zoo. Idziemy na zawody jeździeckie.
Moja młodsza siostra – Megi, od roku trenuje jazdę konną i dzisiaj bierze udział w pierwszych zawodach. Wspieram moją siostrę w tym, co kocha robić, w końcu jest moim oczkiem w głowie. Jednak dużo bardziej ucieszyłaby mnie wizja siebie w jakimś przyjemnym miejscu jak kino, centrum handlowe czy kawiarnia. Najlepiej z jakąś ładną, inteligentną dziewczyną, chociaż na biedę mój kumpel też może być.
- Alan! Bo się spóźnimy! – była jeszcze bardziej zdenerwowana.
- Idę już, idę. – krzyknąłem i podszedłem do szafy.
Moja rodzina – mama i siostra były już gotowe a ja dopiero zastanawiałem się co na siebie włożyć. Po jakieś minucie lub dwóch wpatrywania się w zawartość szafy ubrałem moją lekko spraną koszulę w kratę i niebieskie jeansy. Uznałem, że nie będę się zbytnio stroił skoro i tak zaśmierdnę tym końskim smrodem lub, nie daj Boże wpadnę w błotną kałużę lub końskie gówno. Przejrzałem się w lustrze. Moje ciemno-rude włosy jak zwykle były w nieładzie nawet jeśli odprawiałem magiczne rytuały aby jakoś wyglądały. Odpuściłem.
Zbiegłem po schodach dopinając szarą, jesienną kurtkę i włożyłem buty. Moja mama oceniła wzrokiem mój wygląd i lekko się skrzywiła. No tak, nigdy nie podobało jej się to, jak się ubieram. Jednak nigdy nie popełnię tego błędu, jaki popełniłem w gimnazjum. Nigdy już nie dam mojej mamie wolnej ręki jeśli chodzi o mój ubiór. Za bardzo nacierpiałem się za czasów gimnazjum, gdy na każdym kroku byłem przezywany „pedałem”. To wszystko przez to, że moja mama uwielbiała ubierać mnie w kolorowe lub jakiekolwiek rurki, do tego krzykliwe bluzeczki, chustki, dodatki i, o zgrozo, kazała mi zapuścić grzywkę na bok. Teraz grzywka to tylko koszmar z dzieciństwa – dawno i nieprawda, ponieważ ściąłem włosy na normalną długość. Nie są ani za krótkie, ani za długie. Są idealne.

Wyszliśmy na podwórko. Pogoda nie dopisywała. Niebo było pokryte ciemnymi chmurami i zapowiadało się na deszcz.
Spojrzałem na Megi. Była cała blada. Miała na sobie białą koszulę z krawatem a na to żakiet, szare legginsy i specjalne buty jeździeckie. W ręku trzymała kask. Wyglądała bardzo dojrzale jak na swój wiek. Lat dodawały jej także czerwone jak ogień włosy odziedziczone po matce. Mój rudy kolor w porównaniu do jej jest śmiechu warty. Przy niej wyglądam na szatyna, jak ojciec. Właściwie to tylko dzięki niemu nie jestem całkowicie rudy. Moje włosy to brąz przechodzący w rudy, lub na odwrót.
W milczeniu pokonywaliśmy kolejne metry drogi do stajni. Moja mama co chwilę poprawiała swój kucyk. Na miejsce dotarliśmy kilka minut po 14:00. Na padoku już jeździły niektóre uczestniczki zawodów. Naliczyłem się 5 osób. Przy stajni stały kolejne dwie, które czyściły lub siodłały swoje konie.
Megi pobiegła do stajni po swojego konia – Koronę. Zaraz podbiegły do niej jej przyjaciółeczki chętne do pomocy przy przygotowywaniu konia do zawodów. Jedna z nich zaraz rzuciła się ze szczotką na Koronę i zaczęła ją czyścić. Trzy inne przyniosły czaprak i siodło i próbowały je założyć. Przez cały czas gadały jak najęte, że już go umyły, poczesały, zaplotły warkoczyki i nakarmiły w odpowiednim czasie. Megi tylko kiwała głową. Była bardzo zestresowana. Spojrzała na mnie a ja uśmiechnąłem się pokrzepiająco. Odwzajemniła uśmiech.
- Meg, idę się przejść, zaraz wrócę. – powiedziałem.
Rozejrzałem się dookoła. Właśnie przyjechał samochód z przyczepą na konia. Zatrzymał się powoli i zaraz wyszła z niego jakaś osoba od strony kierowcy. Podeszła do przyczepy i wypuściła konia. Od strony pasażera wysiadła młoda dziewczyna z przefarbowanymi na czerwono włosami. Farba już prawie zeszła dlatego dziewczyna wyglądała jakby myła włosy w kałuży. Zauważyłem, że miała kolczyk w wardze. Skrzywiłem się. Wyglądała obrzydliwie.
Spojrzałem w stronę padoku. Koni było więcej niż wcześniej, a dziewczyny dzielnie rozgrzewały wierzchowce biegając wkoło wyznaczonego terenu. Dostrzegłem kilka koleżanek Megi i kilka całkiem nieznanych mi dziewcząt. W miejscu, w którym miały odbyć się zawody były już poukładane przeszkody. Na każdej z nich była nalepiona karteczka z numerem. Niedaleko stała mała altanka, zapewne miejsce sędziów, organizatora i sponsora. Moja mama stała przy płocie i zawzięcie dyskutowała z mamą jednej z przyjaciółek Megi.
Zbierało się coraz więcej ludzi. Najczęściej byli to znajomi lub rodzina uczestników, ale dostrzegłem też osoby, które po prostu przypatrywały się temu wszystkiemu bez podchodzenia do konkretnych osób.
Kątem oka zobaczyłem, że Megi na koniu wjeżdża na padok. Najpierw powoli, ale gdy poczuła się pewnie na otwartym terenie to zaczęła kłusować a potem galopować. Podszedłem bliżej barierki. Właściwie to można powiedzieć, że nieźle się bawiłem. Uwielbiałem takie imprezy połączone z rywalizacją. Był tylko jeden problem – wszechobecny koński smród. Nie wiem jak moja młodsza siostra może to wytrzymywać. Ja praktycznie się dusiłem nawet nie wchodząc do stajni.
Obserwowałem moją siostrę i inne zawodniczki rozgrzewające swoje konie. Było to dość żmudne i nudne, więc rozejrzałem się wkoło. Kilka metrów ode mnie stały dwie dziewczyny, które nie brały udziału w zawodach. Najprawdopodobniej przyszły obserwować zmagania swojej przyjaciółki. Jedna z nich głośno rozmawiała przez telefon. Mówiła coś o tym, że jakaś szafa ją przytuliła. Nie wnikam.
Megi przykłusowała do barierki przy której stałem ja i jej przyjaciółki. Uśmiechnęła się do mnie a potem zaczęła rozmowę z przyjaciółkami. Swoją drogą zastanawia mnie to, dlaczego jej przyjaciółki nie jeżdżą konno skoro dostają orgazmu na samo słowo: „koń”. Muszę się później o to spytać Madzi.
Nie wiem nawet w którym momencie przygalopowała do nas jakaś druga dziewczyna. Miała sięgające do ramion blond włosy przykryte kaskiem i kilka jasnych piegów na twarzy. Ubrana była w białe legginsy i czarną marynarkę z białą koszulą. Na nogach miała czarne buty. Ledwo do nas przygalopowała i od razu zaczęła gadać jak najęta do mojej siostry, mówiąc, że ta jeździ coraz lepiej i że faktycznie widać postępy i że ma szanse wygrać swoje zawody.
Megi tylko kiwała głową i lekko się rumieniła. Później młoda blondynka zwróciła się do przyjaciółek mojej siostry i kazała im przynieść jabłka dla koni. Zauważyłem, że była dużo starsza od mojej siostry. Mogła mieć z 15, 16 ewentualnie max.17 lat. Zapewne brała udział w zawodach dla zawodowców, który odbywa się zaraz po zawodach juniorów, w którym brała udział Megi. Dziewczyna jeszcze chwilę porozmawiała z młodszymi koleżankami i kilka razy szczerze się zaśmiała ukazując białe kły. Odjeżdżając uśmiechnęła się do mnie. Ciekawe czy dopiero teraz mnie zauważyła. Cały czas w głowie brzęczał mi jej cukierkowy głos. Westchnąłem. Była denerwująca.
Kilkadziesiąt minut później moja siostra i inne zawodniczki zostały wezwane na miejsce zawodów, aby oswoić konie z nowym otoczeniem. Nie trwało to długo i już po chwili wszyscy zostali wyproszeni, z wyjątkiem dziewczyny o nazwisku Sandra Kozłowska. Czy jakoś tak, bo mikrofon przez który mówili sędziowie był najprawdopodobniej zepsuty, więc słowa były niewyraźne.
 Sandra okazała się pulchną dziewczynką w wieku mojej siostry. Potrąciła 70% przeszkód, ale i tak po skończonej jeździe otrzymała gromkie brawa. Kolejne dziewczynki nie radziły sobie lepiej od Sandry. Widać było, że są dopiero początkującymi. Moja siostra została wywołana dopiero jako jedna z ostatnich. Nie znam się zbytnio na jeździe konnej, ale moim zdaniem poszło jej najlepiej. Była zestresowana, ale pewna tego, co robi. Potrąciła tylko jedną przeszkodę.
Ręce mnie bolały z klaskania mojej siostrzyczce. Po Megi startowały jeszcze dwie inne zawodniczki, a później nastąpiła przerwa. Sędziowie żywo dyskutowali na temat wyników, a kilka osób poszło podwyższyć przeszkody. No tak, zaraz zacznie się druga część zawodów. Podszedłem pogratulować wyniku Megi.
Stojąc przy mojej siostrze, dostrzegłem tą blondynkę o cukierkowym głosie rozmawiającą z jakąś niską brunetką. Bardzo niską brunetką. Obie dziewczyny siedziały na koniach czekając na rozpoczęcie się zawodów. Blondynka żywo gestykulowała zawzięcie coś tłumacząc koleżance, a ta tylko kiwała głową wpatrując się w przestrzeń przed sobą. Po chwili brunetka zawróciła konia i pogalopowała do stajni. Wróciła jednak już bez konia. Zdziwiłem się. Zaraz zaczną się zawody, a ona odprowadziła wierzchowca do stajni. Widać jednak nie bierze w nich udziału.
Po chwili na miejsce została wezwana pierwsza uczestniczka, jednak jej godności nie usłyszałem, ponieważ mikrofon zepsuł się już całkowicie. Od razu rzuciło mi się w oczy, że ta grupa prezentuje dużo lepszy poziom niż grupa mojej siostry. Jednak te dziewczyny z pewnością trenowały dłużej, dlatego idzie im lepiej niż młodszym koleżankom.
Gdy ta ukończyła swoją jazdę, na miejsce została wezwana kolejna uczestniczka. Znowu nie usłyszałem jej imienia ani nazwiska, ale okazało się, że to ta cukierkowa blondynka. Obserwowałem jej jazdę z otwartą ze zdziwienia buzią. Bez problemu pokonywała kolejne przeszkody, a robiła to z taką gracją, że nawet mi brakło słów. Potem uśmiechnięta opuściła miejsce zawodów w akompaniamencie głośnych braw. Nawet ja, mimo iż przysięgłem, że będę klaskać tylko mojej siostrze nie potrafiłem powstrzymać się od braw. Ona po prostu na nie zasługiwała. Nie interesowały mnie inne zawodniczki. Wiedziałem, że cokolwiek by nie zrobiły to i tak nie pójdzie im lepiej niż tej blondynce.
Sama dziewczyna szybko zeskoczyła z konia i podbiegła do tej brunetki, która przez cały czas obserwowała ją z założonymi rękami. Cukierkowej uśmiech szybko spełzł z twarzy, kiedy niższa powiedziała do niej kilka słów. Przez cały ten czas ani razu się nie uśmiechnęła. Miała wręcz grobową minę. Blondynka kiwnęła głową i udała się do stajni z opuszczoną głową.
 Wściekłem się. Co takiego powiedziała jej ta brunetka, że praktycznie straciła cały swój dobry humor? Jeżeli jest taka mądra, to dlaczego sama nie wzięła udziału w zawodach?  Zacisnąłem pięści ze złości. Sam nie wiem dlaczego tak się denerwowałem. Nawet nie wiem jak ta dziewczyna ma na imię, a martwię się o jej samopoczucie. Coś jest ze mną nie tak.
Sędziowie najprawdopodobniej naprawili mikrofon, ponieważ głośno i wyraźnie usłyszałem kolejną zapowiedź.
- Proszę o uwagę, konkurs już się zakończył, jednak przed podaniem wyników grupy juniorów i grupy zawodowców mamy przyjemność zapowiedzieć naszą wicemistrzyni województwa – Martynę Łuczak! Prosimy o brawa!
Spostrzegłem, że przeszkody zostały podwyższone najbardziej jak się da.
Spojrzałem w stronę nadjeżdżającej dziewczyny. To była ta bardzo niska brunetka, przez którą ta blondynka była smutna. Nie miałem ochoty oglądać jej jazdy. Nie wiem dlaczego, ale nie lubiłem jej. Co z tego, że praktycznie jej nie znałem. Nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia. Udałem się w stronę stajni.
- Oh, Alan, dobrze, że jesteś. Musisz przynieść siodło dla Korony! – moja siostra pociągła mnie za ramię.
- Po co? Przecież ona już ma siodło. – odpowiedziałem zdziwiony.
- Tak, ale zaraz jak Martyna skończy jeździć i podadzą wyniki, to wszyscy uczestnicy robią honorowe kółka naokoło padoku! Każdy koń musi mieć wtedy czarne siodło.
- Dlaczego? – wydało mi się to bez sensu.
- Takie zasady i już! Proszę, sama nie dam rady!
Nie mogłem odmówić mojej siostrzyczce. Poszedłem do składziku i wyciągnąłem czarne siodło z ogromnej skrzyni podpisanej „Własność Megi”.
Siodło było cholernie ciężkie. Przeklinałem w myślach, że jestem taki słaby. Gdybym przeszedł przez stajnie to bardzo skróciłbym moją drogę. Nie zastanawiając się długo zrobiłem po swojemu. Zadowolony i dumny ze swojej wyjątkowej inteligenci maszerowałem z ciężkim siodłem przez stajnie. No właśnie. PRZEZ STAJNIE. Wydałem z siebie krótkie pisknięcie i poślizgnąłem się na końskim placku. Na szczęście nie upadłem na gówno tylko na zimny beton, przez co nieźle stłukłem sobie pośladki. No i przez siodło, które trzymałem w rękach upadek był jeszcze boleśniejszy.
- Jesteś cały? – spojrzałem w górę.
Przede mną stała ta cukierkowa blondynka w kasku. Wzięła mi z ręki siodło i pomogła wstać. Zrobiło mi się głupio, że dla dziewczyny takie siodło nie jest ciężarem. Skorzystałem z jej pomocy i już po chwili z resztką godności otrzepywałem się z siana. Dziękowałem w duchu, że nie upadłem na to gówno.
- Tak, nic mi nie jest, dziękuje.
- Musisz bardziej uważać. W stajni bardzo łatwo jest się przewrócić. – przez cały czas niosła moje siodło.
- Dobrze, postaram się. I tak mam nadzieję, że już nigdy tutaj nie wrócę. – burknąłem. – Przy okazji, gratuluję dobrego występu. Byłem pod wrażeniem. Naprawdę dobrze Ci poszło.
Dziewczyna spojrzała na mnie z lekkim zdziwieniem, ale uśmiechnęła się.
- Dzięki, to miłe. Ale dlaczego nie chcesz już tu wrócić? Przecież konie są piękne.
- Jak dla kogo. – westchnąłem.
Kiwnęła głową i dalej szliśmy w milczeniu. Szedłem tak z metr za nią, dlatego miałem dobry widok na jej zgrabne pośladki w białych legginsach. Przynajmniej jeden plus tego całego zdarzenia.
- Nie jest to dla Ciebie za ciężkie? – spytałem. Ponownie zrobiło mi się głupio, że to ona niesie to siodło. – Może ja powinienem to ponieść?
Zaśmiała się szczerze.
- Nie wydaje mi się, żeby to był dobry pomysł. Stękałeś jak to niosłeś, poza tym, nie chcę żebyś znowu się przewrócił. No i nie pierwszy raz niosę siodło. Dla mnie to normalny ciężar.
Podała siodło mojej siostrze i pobiegła do swojego konia. Zaraz miało być ogłoszenie wyników. Dobrze, że mikrofon został naprawiony i nie będę miał problemu z usłyszeniem nazwisk zwycięzców.
- Nie mogłeś sam tego przynieść? – spytała Megi z lekką pogardą w głosie.
- Zamknij się.
Wszyscy zawodnicy zostali poproszeni na wjazd na padok i ustawienie się w dwóch rzędach – juniorów i zawodowców.
- Podajemy wyniki konkursu juniorów. – z głośników wydobył się głos głównego sędziego. Trzecie miejsce otrzymuje Katarzyna Machaj. – publiczność zaczęła klaskać.  – Drugie miejsce otrzymuje Weronika Kokowska. – tym razem jeszcze głośniejsze brawa. – I w końcu, zwycięzcą zostaje… - sędzia zrobił dramatyczną pauzę. – Magdalena Mazurczak!
Uśmiechnąłem się szeroko i zacząłem bardzo głośno klaskać. Moja mała siostrzyczka wygrała zawody! Byłem z niej ogromnie dumny.
Juniorzy zostali poproszeni o zejście z padoku i zostali tam tylko zawodowcy.
- A teraz ogłoszenie wyników zawodowców. Przypominamy, że Martyna Łuczak nie była brana pod uwagę. – prychnąłem. – Tak więc, trzecie miejsce wędruje do Pauliny Kwiatkowskiej. – okazało się, że to te Emo z czerwonymi włosami. – Drugie miejsce otrzymuje Michalina Lewandowska! – głośne brawa. – I w końcu, moment na który wszyscy czekali… zwycięzcą zostaje… Sebastian Bryzowski! Brawa!

„Lol, to w tym brał udział jakiś chłopak?” – taka była moja pierwsza myśl, po usłyszeniu imienia zwycięzcy. Jednak już po sekundzie szczęka mi opadła, kiedy zobaczyłem tą cukierkową blondynkę odbierającą puchar za pierwsze miejsce.