Um, tak. Jakieś pół roku temu przeniosłam się na wattpada. Generalnie "Galop" ma już 6 rozdziałów i wszystkie znajdują się właśnie tam. Więc jeżeli kogoś interesują jeszcze przygody Alana, Sebcia i Wiktora to zapraszam :)
Galop na Wattpadzie
Fuckin' perfect opowiadania yaoi
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
sobota, 28 lutego 2015
Rozdział III
ROZDZIAŁ III
Jazda autobusem nie zajęła nam zbyt dużo czasu. Autobus był w
miarę pusty. Nie licząc mnie i Megi było tu może 7 osób. Dojechaliśmy o czasie
i od razu skierowaliśmy się w stronę osiedla Księcia Władysława. Uznałem, że
najszybciej dostaniemy się tam idąc przez park. Tak też zrobiliśmy i już po
chwili spacerowaliśmy po słonecznej okolicy. Rozejrzałem się i uśmiechnąłem
krzywo. To nazywają naturą? Kilka idealnie przyciętych drzew, skoszona trawa,
chodnik, zepsuta fontanna? Nie potrafiłbym żyć w mieście.
Przeszliśmy przez ulicę, minęliśmy jakieś blokowisko i
byliśmy na miejscu.
„Aquapark”
Mały basen, jacuzzi, dwie krótkie zjeżdżalnie. Bieda z
nędzą. Kupiliśmy bilety i poszliśmy się przebrać.
Moja mama postawiła mi jasne ultimatum: Albo pojadę z
siostrą na basen, albo mogę pożegnać się z Internetem do końca wakacji.
Są rzeczy ważne i ważniejsze, dlatego stałem właśnie w
kąpielówkach i patrzyłem na kąpiących się ludzi. Madzia wyszła po chwili z
przebieralni. Miała jednoczęściowy różowy strój z narysowaną głową konia po
lewej stronie.
Skrzywiłem się.
Wciąż pamiętałem sytuacje sprzed kilku dni, kiedy to
osobiście poznałem „cukierkową blondynkę”.
- Idziemy do jacuzzi? – spytała poprawiając kucyk.
Chwyciłem ją za rękę i poczłapaliśmy do gorącej wanny. Nie
lubię basenów, bo jest tutaj za dużo ludzi. Jak jestem w domu mogę sobie
siedzieć SAM w wannie i nie muszę się bać, że za chwilę wejdzie do środka jakiś
obleśny stary facet i rozwali się na całą wannę.
Dlatego zacisnąłem wargi, gdy do naszego jacuzzi weszła
jakaś babcia, która zdecydowanie nie potrafiła dobierać stroju kąpielowego.
Wiktor skomentowałby to krótkim: „Oczy mi krwawią”.
Niestety, nie było go tutaj. Jechał dzisiaj do okulisty, więc nie mógł mi
towarzyszyć w tym piekle. Chociaż nawet jeśli byłby w domu, to by ze mną nie
pojechał, ponieważ Wiktor jak mały kotek, boi się wody.
Poczułem, że Madzia mnie szturcha. Dopiero teraz się
zorientowałem się, że ta babcia zadała mi pytanie i najwyraźniej czeka na
odpowiedź. Ale o co ona pytała?
- Um, przepraszam, mogła by pani powtórzyć?
- Naturalnie, kochaneczku. Pytałam, jak nazywa się ten
przystojny kawaler? – spytała i zachichotała.
Rozejrzałem się wkoło. Na moje nieszczęście w jacuzzi byłem
tylko ja, Madzia i ta babcia. To pytanie było zdecydowanie do mnie. Czy w tym
momencie jakaś babcia po 60 mnie podrywa? Świetnie, ja to mam szczęście, albo
staruszki, albo faceci.
- Alan. – odpowiedziałem niepewnie.
Babcia znowu zachichotała. Gestem przywołała drugą babcię,
która akurat przechodziła obok.
- Gerdzia! Podejdź tu kochanie, popatrz jakiego przystojnego
kawalera poznałam!
Babcia nazwana „Gerdzią” uśmiechnęła się ukazując swój gibis
i weszła do jacuzzi.
Zaczęły razem chichotać, a ja myślałem, że umrę. Naprawdę,
ja to mam szczęście.
- To jak, młody kawalerze? Masz już jakąś pannę na oku? –
spytała jedna z nich mrugając do mnie zawadiacko.
Jezusie słodki…
Myślałem o tym 5 sekund. Uznałem, że to będzie najlepsze co
mogę zrobić. I tak nikt mnie tu nie zna, a przynajmniej będę miał spokój.
Odwzajemniłem uśmiech.
- Cóż, szczerze powiedziawszy, nie mam. Ale za to mam chłopaka.
Uśmiech od razu zniknął z twarzy obu kobiet. Spojrzały na
siebie, a zaraz po tym na mnie. Jedna z nich głośno przełknęła ślinę. Otworzyła
usta, ale żadne słowo się z nich nie wydobyło.
- Czy mógłbyś powtórzyć, młody człowieku? – babcia zaśmiała
się nerwowo.
- Tak, oczywiście. Mówię, że nie interesuję się
dziewczynami. Jestem gejem. – uśmiechnąłem się. – Jakiś problem?
Babcie spojrzały na siebie i od razu wstały. Gdy wychodziły
z jacuzzi usłyszałem takie słowa jak: „herezja” „gender” i „kościół”.
Pokiwałem głową z zrezygnowaniem i oparłem głowę o brzeg
wanny.
- Jesteś gejem? – Madzia spojrzała na mnie z
niedowierzaniem.
- Jasne. – prychnąłem. – I może jeszcze mam chłopaka? –
spytałem sarkastycznie.
Odetchnąłem z ulgą. Mogę być nawet transwestytą, byle by już
nikt mi nie przeszkadzał. Nie mówię, że nie lubię ludzi. Jednak nie znoszę, gdy
ktoś zawraca mi dupę, a nie ma nic ważnego i sensownego do powiedzenia. Nie
czuję się ani trochę winny. Ani o to, że skłamałem, ani o to, że przyspieszyłem
tętno jakimś dwóm staruszkom.
Miałem zamknięte oczy, gdy poczułem, że Megi wstaje i
wychodzi z jacuzzi. Uchyliłem powieki i chwyciłem siostrę za rękę.
- Dokąd to? – spytałem.
- Nie chcę się zmarszczyć jak stara rodzynka. Idę na
zjeżdżalnie. – odpowiedziała.
- A słyszałaś historię jednej ze zjeżdżalni w tym Aquaparku?
– spytałem nie puszczając jej ręki.
Madzia zmarszczyła brwi i pokręciła głową.
- W zeszłym roku ktoś od zewnątrz wbił gwóźdź w żółtą
zjeżdżalnie. Gościu, który akurat zjeżdżał nadział się na nią. Wbiła mu się
boleśnie w nogę. Wszędzie było mnóstwo krwi. Aquapark zapłacił mu
odszkodowanie, żeby ten nie pozwał ich do sądu. – zrobiłem krótką pauzę. – Na
pewno chcesz tam iść?
- Kłamiesz. – stwierdziła przewracając oczami. – Myślisz, że
ja w to uwierzę?
Wzruszyłem ramionami.
- Od Ciebie to zależy. – odpowiedziałem puszczając jej rękę.
Megi zacisnęła wargi. Omiotła wzrokiem cały kompleks basenów
i spojrzała na zjeżdżalnie. Widać było, że gryzie się z własnymi myślami. Po
chwili westchnęła i z powrotem usiadła do jacuzzi.
- To nie tak, że Ci wierzę. – powiedziała. – Po prostu mi
się odechciało zjeżdżać.
Kiwnąłem głową i delikatnie się uśmiechnąłem. Oparłem
ponownie głowę o brzeg jacuzzi i zamknąłem oczy. Przynajmniej mam święty
spokój. Nie muszę latać za siostrą i pilnować jej na basenie.
Odkąd odebrałem siostrę ze stajni minęło kilka dni. Od tej
pory niewiele się zmieniło. Może jedynie to, że Wiktor mi nie dokucza tak
bardzo, jak dokuczał mi kiedyś. Myślę, że nawet on dostrzegł powagę tej
sytuacji. Wspólnie uznaliśmy, że najlepiej będzie, jeśli zapomnimy, że
kiedykolwiek poznaliśmy chłopca o imieniu Sebastian.
Nie chodzi o to, że go nie lubię. Jest mi totalnie obojętny.
Jednak jego oryginalność, dziwność i
bezpośredniość sprawiała, że czułem się zmieszany. Jak można być w takim
optymistycznym nastawieniu do osób, których w ogóle się nie zna? Wydawało mi
się to totalnie dziwne.
Razem z Wiktorem chodziłem do szkoły, która składała się z
samych indywidualnych jednostek. Każdy sobie rzepkę skrobał. Nikogo nie obchodziło
szczęście innych. Każdemu zależało tylko na sobie, ewentualnie na osobach, z
którymi się akurat zadawał, ale i tak schodzili oni na drugi plan. Na pierwszym
byłeś Ty i Twoje ego. To nie tak, że ludzie byli do siebie niemili. O nie, nie.
Wszyscy byli do siebie aż do porzygu mili. Jednak nie z dobrej woli, tylko z
własnej chęci zysku. Każde miłe słowo, pytanie, rozmowa miała na celu
wyciągnięcie potrzebnych informacji. Dlatego trzeba było być bardzo ostrożnym,
jeśli chodzi o zwierzanie się innym, nawet z błahostek.
Przerażające, ale prawdziwe. No ale można się przyzwyczaić
do takiej patologicznej szkoły. Paradoksalnie najlepszej szkoły w mieście.
Właśnie dlatego tak bardzo dziwiło mnie zachowanie
Sebastiana. Jak można było być miłym dla każdego? Najgorsze jest to, że
wydawało mi się to całkowicie szczere. Żadnych ukrytych zachcianek. Po prostu
dobroć i optymizm płynące prosto z serca. I chęć bycia miłym dla innych. To
właśnie to przerażało mnie najbardziej.
- Czy to nie jest przypadkiem Amanda? – Madzia szarpnęła
mnie za ramię, wyrywając mnie tym samym z moim rozmyślań.
Rozejrzałem się i spojrzałem na osobę, którą wskazywała moja
siostra. Gdyby nie Madzia, w życiu bym jej nie poznał. Nie umiałbym nawet jej
opisać, mimo, że ją osobiście poznałem. Uwierzyłem siostrze na słowo, gdy
dziewczyna do nas podeszła.
- Mogę? – spytała stojąc już jedną nogą w jacuzzi.
- Pewnie. – kiwnąłem głową i posunąłem się nieznacznie.
Amanda weszła do środka i przytuliła się z Megi. Miała na
sobie dwuczęściowy, niebieski strój kąpielowy. Długie czarne włosy związała w
koński ogon.
- Nie sądziłam, że was tu spotkam! – uśmiechnęła się szeroko
ukazując rząd równych, białych zębów.
Nie wiedziałem co odpowiedzieć, więc tylko pokiwałem głową.
Boże, dlaczego nie potrafię rozmawiać z dziewczynami?
- Al, idę do łazienki. – chwilową niezręczną ciszę przerwała
Madzia.
Wyszła z wody i otrzepała się jak mały piesek. Zaraz potem
pobiegła w stronę szatni. Odprowadziłem ją wzrokiem, aż zniknęła w środku.
Spojrzałem na Amandę.
- Dawno Cię nie widziałam w stajni, Alanie. – stwierdziła po
chwili patrząc na mnie z troską. – Stało się coś?
- Nie, nie. – szybko
pokiwałem głową. Nie potrafiłem na nią spojrzeć. – Ja po prostu… nie przepadam
za końmi. Madzia jeździ, to fakt, ale mnie to nie kręci. – uśmiechnąłem się smutno.
- O. Oh, rozumiem. Może faktycznie nie znamy się długo, ale
cała nasza paczka was polubiła. Szczególnie Sebastian. Wiesz, bardzo się
cieszył, że być może… - oblizała usta. – wiesz, zaczniesz tu przychodzić i się
zaprzyjaźnicie.
Zaniemówiłem, a Amanda kontynuowała.
- Jest jedynym chłopakiem i mimo, że dogadujemy się bardzo
dobrze, jest trochę samotny. Jak poszedłeś z Wiktorem, on jeszcze długo o Tobie
opowiadał.
To było jak kubeł lodowatej wody wylany prosto na moją
głowę. Jakim cudem mógł o mnie tyle opowiadać, skoro nawet się nie znamy?
Amanda spojrzała na zegar, który wyświetlał godzinę,
temperaturę i inne takie pierdoły. Zagryzła wargę.
- Mój czas się kończy. – powiedziała. – Szkoda, że nie
zauważyłam was wcześniej. – westchnęła smutno i jeszcze raz na mnie spojrzała.
– Nie wierzę, że go nie lubisz. Przemyśl to, Alan. Wiem, że proszę o przysługę
całkiem obcego chłopaka, ale… - zawahała się. – Ale wiem, że nie jesteś taki
oschły jakiego udajesz. Przyjdź z Madzią. Odprowadź ją, albo przyprowadź. Tak
jak ostatnio. Możesz wziąć ze sobą Wiktora, żeby było Ci raźniej. Błagam,
przemyśl to, Alanie. Sebastian to naprawdę fajny chłopak. – uśmiechnęła się.
Byłem naprawdę zmieszany tym wszystkim co do mnie właśnie
powiedziała. Całkiem obca dziewczyna proponuje mi przyjaźń z jakimś chłopakiem,
którego zupełnie nie znam. Niech mnie ktoś szturchnie czy coś. To jest naprawdę
dziwne.
Nie potrafiłem nic wyksztusić, więc tylko kiwnąłem nieznacznie
głową. Amanda uśmiechnęła się i wyszła z jacuzzi. Minęła się z Megi, więc się z
nią pożegnała i skierowała się do szatni. Odprowadziłem ją wzrokiem. Madzia
weszła z powrotem do wanny i usiadała obok mnie.
- O czym rozmawialiście? – spytała.
- O niczym. – odpowiedziałem. – Próbowała mnie przekonać do
koni. – powiedziałem wymijająco.
- Udało jej się to? – Madzia uśmiechnęła się szeroko. Nie
wiem, czego ona oczekiwała.
Pokręciłem głową.
- Wybacz, Meg.
***
- Mamo, wróciliśmy! – krzyknąłem, gdy tylko przekroczyłem
próg naszego domu. – Oddasz mi laptopa?
Odpowiedziała mi głucha cisza. Usłyszałem jakieś
przytłumione głosy dobiegające z salonu. Zdjąłem buty i podszedłem do mamy,
która akurat rozmawiała przez telefon. Świetnie, wyszedłem na uzależnione
dziecko specjalnej troski, z kimkolwiek teraz rozmawiała.
- Z kim rozmawiasz? – spytałem niemo.
Moja rodzicielka zbyła mnie krótkim machnięciem ręki.
Wzruszyłem ramionami i wróciłem do mojego pokoju. Wchodząc po schodach,
usłyszałem, że Madzia też już weszła do domu. OK., misja wypełniona. Teraz czas
na odpoczynek. Włączyłem urządzenie i od razu wszedłem na fb, skype, aska,
demotywatory i włączyłem jakąś muzykę na YouTube, żeby grała mi w tle.
-Oh! – wyrwało mi się, gdy zobaczyłem nowe zaproszenie do
znajomych na FB.
Zmarszczyłem brwi. Całkiem obcy chłopak wysłał mi zaproszenie.
Przyjrzałem się zdjęciu profilowemu. Brunet z ciemną karnacją w okularach
przeciwsłonecznych. Bożyszcz nastolatek. Patrzył zalotnie w obiektyw
uśmiechając się zadziornie. Kim on do cholery jest? Imię i nazwisko? Dobre
sobie, ustawił sobie „Marco Polo”.
Odrzuć.
Nie znam gościa, więc nie będę przyjmować zaproszenia.
Wygląda na takiego, co zbiera lajki, bo 569 mu nie wystarcza.
Usłyszałem charakterystyczną muzyczkę i na ekranie pokazał
mi się niebieski prostokąt z napisem „Klub gejowski dzwoni”.
- No hej hello, mój ulubiony rudy przyjacielu! – krzyknęła
Alpaka przekrzykując tym samym głośną muzykę do której tańczyła. Miała na sobie
czarny top, który ledwo zakrywał jej piesi. Na nosie miała czarne okulary.
Podniosłem rękę.
- No nie szkoła, koteczku. – wrzasnęła i zaczęła tańczyć
jeszcze bardziej chaotycznie.
Spojrzałem na resztę. Kasza kiwała głową w rytm muzyki.
Miała na twarzy maskę przeciwgazową. Wiktor siedział w fullcupie i udawał, że
rapuje.
Siedziałem tak chwilę bez ruchu i czekałem aż się uspokoją.
Wydurniali się jeszcze jakiś a potem Alpaka wyłączyła muzykę.
- No to co powiesz, zdradziecki chłopaczku? – spytała i
oblizała czerwone usta.
- To było do mnie? – spytałem.
- Nie dość, że rudy to jeszcze głuchy.. – przewróciła
oczami.
- Byłem na basenie z siostrą. – odpowiedziałem spokojnie.
Wiedziałem, ze zaraz zacznie się kazanie.
- Oho, czyli basen w śmierdzącym mieście jest lepszy od
przyjaciół z neta, co? Teraz masz życie i jeździsz na śmierdzące baseny?
Świetnie.
Gdybym jej nie znał, pomyślałbym, że naprawdę jest na mnie
wkurzona. Jednak zdradził ją mały uśmiech na twarzy. Po chwili wybuchła
śmiechem, a zaraz za nią Kasza i Wiktor.
- To co, Al? – spytał Wiktor. – Wywaliłeś się na śliskiej
podłodze? Zapomniałeś kąpielówek? Zgubiłeś coś? Jesteśmy ciekawi jak wielki
obciach narobiłeś sobie dzisiaj.
Pokręciłem głową z dezaprobatą.
- Podrywała mnie jakaś babcia. – powiedziałem cicho.
Jednak to wystarczyło, żeby cała trójka wybuchła śmiechem.
Kasza śmiała się z odchyloną głową, Wiktor rechotał gdzieś pod biurkiem, a
Alpaka była cała czerwona i zapowietrzona. Mimowolnie się uśmiechnąłem.
- Widzisz, Alan. – zaczęła. – Powinieneś być szczęśliwy. –
stwierdziła śmiejąc się dalej. – Przynajmniej ktoś się Tobą zainteresował. To
wielki sukces. – kontynuowała. – Jakbyś zapomniał to jesteś…
- RUDY! – krzyknęli jednocześnie.
Przeczesałem włosy ręką.
- Nawet gdybym chciał zapomnieć, to wy przypominacie mi to
tak często, że jest to niemożliwe. – zaśmiałem się.
- Za to nasz kochasz!
Nie mogłem zaprzeczyć.
czwartek, 12 lutego 2015
Rozdział II
ROZDZIAŁ II
Jest lato, Alan
- No i okazała się facetem! Rozumiesz to? FACETEM!
- Aha. Już to mówiłeś.
Rozmowy z moim najlepszym kumplem właśnie tak wyglądają. Ja
się produkuję, a on ma to gdzieś. Pominę fakt, że czasami jest odwrotnie.
- Nic Cię to nie obchodzi?!
- Skąd ten pomysł? Oczywiście, że mnie obchodziło. Ale za
pierwszym razem, a za piątym to się już robi nudne.
- Ale wyglądał zupełnie jak dziewczyna! ZUPEŁNIE! Jeszcze
nigdy nie spotkałem chłopaka, który wyglądał jak dziewczyna! To nie tak, że
wyglądał jak ciota, on wyglądał jak dziewczyna!
- Ej, Alan, wiesz co? – spytał podekscytowany.
- Co?!
- Powtarzasz się.
Zmarkotniałem.
- Wiks? – spytałem po chwili.
- Hm?
- Co robisz?
- Napieprzam w OSU!
- Jak myślisz, dlaczego spotykają mnie takie rzeczy?
Wiktor poprawił okulary i spojrzał prosto w kamerkę.
- Bo jesteś rudy, Alan. Bo jesteś rudy…
Przewróciłem oczami.
Przewróciłem oczami.
- Mógłbyś choć raz powiedzieć coś innego? Ja tutaj serio się
stresuję a ty wyskakujesz z moim kolorem włosów. Co z tego, że jestem rudy?
Przecież mam przyjaciół!
- Wcale nie. Twoja mama mi płaci, żebym się z tobą
kumplował.
Westchnąłem.
- Alan, dobrze. Więc zadam Ci pytanie, które naprawdę mnie
nurtuję. Dlaczego do cholery aż tak bardzo się tym przejmujesz? Ok., wziąłeś go
za laskę, ale co z tego? I tak już nigdy go nie spotkasz, już nigdy tam nie
wrócisz! Czemu przeżywasz to jak mrówka okres?
- Wcale tego nie przeżywam jak mrówka okres! – oburzyłem
się. – Po prostu to jest nie fair! Ty nigdy nie miałeś takiej sytuacji. Wkurza
mnie to! Taka ładna dziewczyna a okazała się facetem! To tak jakbyś znalazł 10
zł na ulicy, a okazało się, że są sztuczne! Dobra, zły przykład, ale wiesz o co
mi chodzi! I wiesz co? Nie interesuje mnie to! Niech sobie będzie chłopcem,
wszystko mi jedno, przecież i tak go nie spotkam. No ale jednak pierwszy raz
kogoś poznałem, a tu klops. Znaczy, nie poznałem, ale no ej!
Cisza.
- Czy Ty mnie w ogóle słuchasz?
Wiktor otrząsnął się, spojrzał w kamerkę i kliknął coś na
klawiaturze.
- Wybacz, miałem wyciszony dźwięk, mówiłeś coś?
***
- Alan, wychodzę, nie zabij się. – Megi krzyknęła z holu
zakładając buty.
- Megi, stop, stop! – krzyknąłem zbiegając ze schodów.
Spojrzała na mnie trzymając klamkę.
- Dokąd idziesz?
- Na konie? Idiota. – powiedziała otwierając drzwi.
- Ej, ale jak to, sama?
- Mam prawie 10 lat, po za tym jest jeszcze jasno. Ogarnij
się.
- Mam po Ciebie przyjść?
- Nie.
- Proszę.
- Pojebało?
Gwałtownie nabrałem powietrza.
- Jak Ty mówisz! Wszystko powiem mamie!
Madzia szepnęła coś pod nosem i wyszła.
- Przyjdę po Ciebie! Słyszysz, Megi? Przyjdę! – krzyknąłem
za nią.
Nie pozwolę, by moja siostrzyczka sama wracała do domu. Jest
za mała, a teraz szybko robi się ciemno.
Wróciłem do mojego pokoju i rzuciłem się na łóżko.
Spojrzałem na monitor komputera. Wiktor właśnie ze skupieniem wymalowanym na
twarzy pobijał swój rekord w jakiejś grze. Miał włączoną kamerkę, więc dokładnie
go widziałem. Na szczęście on ani mnie nie widział, ani nie słyszał. Uważał
jednak, że skoro ja go widzę, to spędzamy razem czas. Niech się dalej oszukuje,
biedny, uzależniony chłopiec.
Przymknąłem oczy. Nie wiem dlaczego, ale czułem się
zmęczony. Całe dnie nie muszę nic robić, bo przecież są wakacje. Mogę
imprezować, upijać się do nieprzytomności, szwędać się po mieście. Ale tego nie
robię. Wole posiedzieć na skype z Wiktorem i jego dziewczyną. Tak, Wiktor ma
dziewczynę. Pewnie się zastanawiacie, skąd taki nolife nerd jak Wiktor znalazł
sobie drugą połówkę. Otóż poznał ja w grze. Dobijająco przewidywalne, czyż nie?
Nigdy się nie spotkali na żywo, a jednak są bliżej niż niejedna para.
Podniosłem się z łóżka, a swoje kroki skierowałem w stronę
łazienki. Po drodze włączyłem mikrofon.
- Wiks, idę się kąpać. Masz może ochotę wyjść gdzieś ze mną?
– spytałem.
Chłopak spojrzał w kamerkę na ułamek sekundy, a zaraz po tym
z powrotem swój wzrok skierował na monitor.
- Skończę tą rundę za 30 minut. Przyjdź po mnie. – mruknął.
Uśmiechnąłem się i wyłączyłem komputer. Czyli jednak dał się
namówić na wyjście z domu. Nie spodziewałem się tego.
Otworzyłem szafkę i wyciągnąłem z niej szary dres i czarną
bokserkę. Nie idę na imprezę, tylko na
spacer z kumplem. Nie muszę wyglądać jak gwiazda.
Odkręciłem kurek. Wanna zaczęła napełniać się wodą. Wlałem
fiołkowy płyn do kąpieli i rozebrałem się. Najpierw koszulka znalazła się na
podłodze. Zaraz po niej spodenki i skarpetki. Zostałem w samych bokserkach.
Przejrzałem się w lustrze. Nie mogłem narzekać na złą figurę. Mogłem się
pochwalić szczupłymi, zgrabnymi nogami. Nie byłem zbyt szeroki w barach, ale
miałem posturę młodego mężczyzny. Uśmiechnąłem się do mojego odbicia w lustrze
i wyszedłem z łazienki. Przebiegłem się nago po mieszkaniu. Taki fetysz.
Wróciłem do łazienki w momencie, gdy wanna była prawie
pełna. Szybko zakręciłem kurek i wszedłem do środka.
- Ahhh! – jęknąłem i zaraz zatkałem usta dłonią.
Dobrze, że nikogo nie było w domu, bo chyba musiałbym się
tłumaczyć z tych jęków. Nie moja wina, że gorąca woda tak na mnie działa!
Nie wiem ile czasu minęło, kiedy wreszcie wyszedłem z wanny.
Ubrałem się, poczesałem i wyszedłem z domu. Do Wiktora miałem jakieś 10 minut
drogi pieszo. Szybko skalkulowałem w głowie ile siedziałem w wodzie, ile się
przygotowywałem, ile zajmie mi droga do kumpla i wreszcie ile czasu mogę poświęcić
na spacer z nim. W końcu o 19 Madzia kończy jazdę konną, a ja nigdy nie rzucam
słów na wiatr. Skoro obiecałem, że po nią przyjdę, to po nią przyjdę.
Droga do Wiki tym razem zajęła mi trochę mniej czasu, więc
byłem na miejscu przed umówioną godziną. Wszedłem na jego plac i gwizdnąłem.
Zero reakcji.
Gwizdnąłem ponownie.
Rolety w pokoju na piętrze podniosły się góry, a w oknie
stanął mój kumpel we własnej osobie.
- Jebane ptaki nie dają grać LoL’a! – wrzasnął i zamknął
okno.
Zachichotałem.
Nie minęło dużo czasu, gdy drzwi wejściowe otworzyły się, a
Wiktor wyszedł z domu.
- Dokąd idziemy? – spytał wkładając ręce do kieszeni.
- Tak sobie pochodzić. Potem muszę odebrać Megi ze stajni.
Wiktor spojrzał na mnie pytająco.
- Od kiedy po nią chodzisz? – spytał.
- Od kiedy zdałem sobie sprawę, że moja mała siostrzyczka
nie może wracać sama do domu! Jeszcze ją ktoś porwie!
Wiktor zmarszczył brwi i wydął usta. Wyglądał wtedy
przezabawnie.
- Twoja siostra jeździ konno od dwóch lat. Odkąd skończyła 9
lat wraca sama do domu. Przez cały ten czas miałeś ją i jej powroty tak
głęboko, że chyba głębiej się nie da. Wczoraj byłeś na zawodach i prawie
zarywałeś do laski, która okazała się być facetem. Nagle wielce martwisz się o
siostrzyczkę. – zrobił krótką przerwę. – To dziwne, nie uważasz?
- Czy ty coś sugerujesz?! – spytałem już trochę
podenerwowany.
Co on sobie wyobraża? Że niby chce iść na konie, bo tam jest
ten transwestyta? Chyba mu te gry na mózg siadły.
Wiktor uniósł dłonie w geście obrony.
- Skąd… - pokręcił głową. – Ale mimo wszystko…
- Wiks, daj spokój! Nawet jeśli to co mówisz jest prawdą,
ale nie jest, to jaką mam pewność, że on tam będzie? Może nie jeździ w tej stajni,
tylko przyjechał na zawody!
Okularnik pokiwał głową.
- Nie spytałeś się Megi?
- Co mnie to niby obchodzi? – spytałem piskliwie.
Jakaś babcia
spojrzała na mnie i się przeżegnała. Kiedy się denerwowałem mówiłem bardzo
wysokim głosem.
- Dobra, nie denerwuj się. Złość piękności szkodzi, a Ty nie
masz czym szastać. – uśmiechnął się pokazując mi język. – Bo jesteś rudy!
Oho, właśnie stara się zmienić temat.
Pokręciłem głową z politowaniem.
- Ja przynajmniej mam życie towarzyskie. – odpyskowałem.
Wiktor zachichotał.
Lubiłem go. Był jedyną osobą, którą mogłem nazwać moim
przyjacielem. Wiedział o mnie wszystko, a mimo wszystko się ze mną zadawał.
Znałem go jeszcze za czasów przedszkola. To tam właśnie się poznaliśmy. Był
wtedy małym pucołowatym chłopczykiem z burzą kręconych, brązowych włosów.
Teraz, jedyne co pozostało niezmienne to właśnie te włosy.
Wiktor wyrósł, wyszczuplał i znalazł sobie hobby. O ile granie w gry 24/h można
nazwać hobby. Naprawdę mu się dziwię, bo całkiem przystojny. Zwykle gracze i nolify
są grubi, pryszczaci i brzydcy.
No cóż, to jego życie. Ja, za punkt honoru uważam
wyciągnięcie go czasami z jego samotni, tak jak teraz. To naprawdę całkiem
przyjemny spacerek. Chodzimy sobie po słonecznej okolicy, mówimy „dzień dobry”
wszystkim mijanym mocherom. Jest sympatycznie.
- Nudzę się. – westchnął Wiktor.
- To chodź ze mną po Megi. – zaproponowałem.
- Dostane za tego questa jakiegoś golda?
Zamrugałem i spojrzałem na Wiktora. Uderzył mnie w ramię i
szczerze się zaśmiał.
- Żartuję przecież! Dobra, możemy iść. – powiedział i włożył
ręce do kieszeni. – Ale jeszcze nie ma 19. – stwierdził po chwili.
- Trudno. – wzruszyłem ramionami. – Najwyżej poczekamy te
kilka minut.
Wiktor pokiwał głową i zmieniliśmy kierunek trasy.
Dojście do stajni nie zajęło nam zbyt dużo czasu. Wiktor w
tym czasie zdążył mi opowiedzieć o osobach, z którymi miał (nie)przyjemność
grać. Słuchałem go ze skupieniem i analizowałem każde jego słowo. Żartuję,
wyłączyłem się po dwóch pierwszych zdaniach.
- Fuj, jak tu śmierdzi. – stwierdził Wiktor, gdy tylko
weszliśmy na plac.
- Trzeba się m myć, Wiktor. – zachichotałem.
- Pierdol się.
No ale musiałem przyznać mu rację. Już miałem odruchy
wymiotne, a nawet nie wszedłem do stajni.
- Wymiękam, Alan. Spadam stąd. – powiedział i już kierował
się w stronę wyjścia.
- Nigdzie nie idziesz! – krzyknąłem łapiąc go za ramię i
prowadząc w stronę koni.
Wiktor mruknął coś niezrozumiale i zatkał nos.
Rozejrzałem się. Widziałem parę osób jeżdżących na padoku.
Niestety, nie mogłem dostrzec, czy była wśród nich moja siostra. Pociągnąłem
Wiktora w stronę stajni. O dziwo, nie protestował, a trzeba przyznać, że tam
śmierdziało najgorzej. Weszliśmy do środka. Z tego smrodu aż odrzuciło mnie do
tyłu, jednak dzielnie parłem naprzód.
Po obu stronach znajdowały się boksy dla koni, jednak nie
wszystkie były zajęte. Na betonowej podłodze walało się siano. Usłyszałem
śmiech. Dochodził z głębi stajni, gdzie trzymano kostki słomy. Wiktor zaczął
coś mruczeć. Spojrzałem na niego. Przez to, że cały czas nie oddychał zrobił
się fioletowy. Pokręciłem głową z politowaniem i pociągnąłem go w głąb stajni. Miałem
rację. Dużą cześć stajni zajmowały kostki słomy poukładane jedna na drugiej.
Tworzyły one coś na wzór zamku, o którym każdy w dzieciństwie marzył. Na
kostkach siedziały osoby, które znałem z wczoraj i kilka zupełnie obcych mi
ludzi. Podszedłem bliżej, ale nie na tyle, żeby zwrócić na siebie uwagę.
Oparłem się o belkę i spojrzałem na całą śmietankę towarzyską. Od razu poznałem
tą niską brunetkę, która wczoraj dała swój „niesamowity pokaz mistrzyni
województwa”. Nie była zbytnio zainteresowana wygłupami swoich przyjaciół, bo
gapiła się w telefon, ignorując wszystko dookoła. Był tam
też Sebastian. Na jego widok trochę się skrzywiłem. Dzisiaj
wyglądał zupełnie inaczej. Nie miał kasku, więc jego włosy wydawały się być
krótsze. Był cały czerwony ze śmiechu. Miał na sobie czarną bluzkę, która
wyglądała na 2 rozmiary za dużą z napisem: „Sleep, Eat, Horses”. Do tego miał
krótkie, jeasnowe spodenki i wysokie buty. Musiałem przyznać, że nie wyglądał
jak dziewczyna. Było mi głupio. Oprócz tego siedziały tam 3 inne dziewczyny,
które widziałem pierwszy raz w życiu.
Nagle wszystkie głowy obróciły się w naszą stronę. Jedynie
ta brunetka miała na nas totalnie wyjebane i nawet nie zaszczyciła mnie i
Wiktora spojrzeniem.
- Na zdrowie. – powiedzieli prawie równo.
- Dzięki. – odpowiedział lekko czerwony na twarzy Wiktor i
niedyskretnie wytarł nos.
Policzyłem w myślach do trzech. Wszystko zepsuł! Mieli nas
nie zauważyć!
- Ej! Chłopiec od siodła! – krzyknął Sebastian.
Co do…?
- Hej, spokojnie! – wrzasnąłem, gdy rzucił się na mnie.
Chłopak objął mnie w pasie i prawie podniósł. Byłem
przerażony.
- Ej, chodźcie tu wszyscy! – wydarł się do reszty. –
Poznacie mojego kumpla!
Twojego… CO?
Dziewczyny podeszły do nas z uśmiechem na twarzach. Jedynie
ta brunetka została tam, gdzie była. Jednak nie patrzyła na telefon, tylko
centralnie na mnie. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Sebastian puścił mnie i spojrzał na Wiktora. Przekręcił
głowę lekko w lewo i uśmiechnął się.
- Ciebie nie znam. – powiedział po chwili.
Wiktor był nie mniej zdziwiony ode mnie. Właściwie to stał z
otwartą buzią i patrzył na przemian na mnie, na Sebastiana i znowu na mnie.
- Egehhh… - wydukał i przełknął ślinę. – Jestem Wiktor.
- Wikuś! – krzyknął blondyn i rzucił się na mojego kumpla.
Wiktor miał w tym momencie minę, jakby ktoś mu pierdnął w
twarz. Mimowolnie się uśmiechnąłem, chociaż ta sytuacja była naprawdę dziwna.
- Ja jestem Sebek. – wskazał na siebie. – A to Amanda, Kasia
i Natalia – wskazał na te trzy dziewczyny. – A tam na słomie siedzi Martyna.
Nastąpił uścisk dłoni pomiędzy dziewczynami a Wiktorem.
Sebastian z uśmiechem od ucha do ucha spojrzał na mnie.
- Hej, a ja właściwie nadal nie wiem, jak nazywa się
chłopiec od siodła!
Rozważałem dwie możliwości. Pierwsza to spierdalanie z tego
miejsca najszybciej jak się dało. Druga to podanie fałszywego imienia jak
Alfred czy Ildefons.
- Alan. – powiedziałem po chwili.
- Jeny, jak ślicznie! – krzyknął i znowu się na mnie rzucił.
Zastanawiałem się, czy ten chłopak wie w ogóle co to jest
przestrzeń osobista.
- Hej! – zwrócił się do dziewczyn. – Wy nawet nie wiecie jak
poznałem Alana!
„O Boże, nie mów im tego” – pomyślałem.
- Alan niósł wczoraj siodło i szło mu to bardzo niezdarnie.
W pewnym momencie poślizgnął się na końskim placku i upadł na tyłek! Pomogłem
mu wtedy.
Dziewczyny uśmiechnęły się lekko, a Wiktor wybuchnął
śmiechem. Rzuciłem mu spojrzenie w stylu: „Zamknij mordę, albo wsadzę Ci ten
uśmiech w dupę”.
Sebastian śmiał się najgłośniej. Po chwili starł
niewidzialną łezkę z policzka i znowu spojrzał na mnie. W oczach tańczyły mu
wesołe iskierki.
- Tak właściwie, to co tu robisz, chłopczyku
„nie-lubie-koni”? – spytał i pokazał język.
- Przyszedłem po siostrę. – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
Sebastian zmrużył oczy. Widać było, że nad czymś się głęboko
zastanawia. Nagle klasnął w dłonie i uśmiechnął się szeroko.
- To ta mała, ruda? – spytał.
Kiwnąłem głową.
- Oh, Madzia jest świetną koniarą! Jeździ od niedawna, a
idzie jej naprawdę dobrze. No i na pierwszy rzut oka widać, że jest zakochana w
koniach. No i w ogóle taka śliczna jest i słodka. Prawie tak jak braciszek. –
rzucił, a jego wzrok na sekundę spoczął na mnie.
To są chyba jakieś jaja…
Wiktor wstrzymał oddech. Nie musiałem się wysilać, doskonale
wiem, o czym pomyślał. Właściwie to mu
się nie dziwiłem.
- Taa… - westchnąłem wymijająco, zupełnie jakbym nie
dosłyszał tego, co właśnie powiedział. – Wiecie może gdzie ona jest? –
spojrzałem na dziewczyny.
- Oh, wydaje mi się, że jeszcze jeździ! Ale powinna tutaj
zaraz być. – na moje pytanie odpowiedział Sebastian.
Kiwnąłem głową i chwyciłem Wiktora za ramię, prowadząc go do
wyjścia ze stajni. Drogę jednak zagrodził mi nie kto inny jak Sebastian.
- Dokąd idziecie? – stanął na palcach, próbując zrównać się
ze mną wzrostem.
- Sobie. Stąd. – syknąłem.
- Wrócicie jeszcze? Jesteście naprawę fajni! – uśmiechnął
się patrząc prosto na mnie.
Odwróciłem wzrok.
- Byłem tylko po siostrę. Już raczej tu nie wrócę. Poczekam
na nią na zewnątrz, tutaj za bardzo śmierdzi. – rzuciłem zdając sobie sprawę,
że ranię jego uczucia moim nastawieniem do koni.
- Mogę was odprowadzić. – zaproponował.
- N-nie ma takiej potrzeby. – trzymając Wiktora za ramię,
wyprowadziłem go ze stajni.
Stanąłem kilka metrów od głównej siatki, naprzeciwko
miejsca, gdzie parkowano rowery. Westchnąłem przykładając palce do skroni i
spojrzałem na Wiktora. Nie musiałem nic mówić.
- To było dziwne. – stwierdził po chwili.
No co on nie powie.
- Ale szczerze Ci powiem, Alan, że wcale nie wyglądał na
dziewczynę. Raczej na takiego… beztroskiego chłopca.
Kiwnąłem głową.
- Nie licząc tego, że jest okropnie bezpośredni, jest
straszną paplą i do wszystkiego się klei, jest całkiem spoko. – Wiktor wzruszył
ramionami.
- Pewnie, że tak. – odparłem sarkastycznie. – Wikuś…
- No nie licząc mojej ksywki. – przewrócił oczami. – No i
jest jeszcze jeden problem. – stwierdził po chwili.
Spojrzałem za siebie. Megi właśnie odprowadzała konia do
stajni. Mimowolnie się wzdrygnąłem. Nienawidzę koni. Boję się ich.
- Jaki problem? – spytałem odwracając się do okularnika.
- On ewidentnie Cię podrywał.
Zakrztusiłem się własną śliną.
- Ciebie chyba cycki swędzą! – krzyknąłem piskliwie.
środa, 4 lutego 2015
Rozdział I
ROZDZIAŁ I
- Alan, pośpiesz się do diaska! – krzyknęła moja mama stojąc
w holu i zapinając swoje nowe buty.
Westchnąłem i zwlokłem się z sofy. Ostatnią rzeczą, którą
chciałbym teraz robić jest wyjście w tą pogodę na dwór, przejście dwóch
kilometrów pieszo a następnie stanie pod barierką przez dobre dwie godziny i
obserwowanie śmierdzących zwierząt. Nie, nie idziemy do zoo. Idziemy na zawody
jeździeckie.
Moja młodsza siostra – Megi, od roku trenuje jazdę konną i
dzisiaj bierze udział w pierwszych zawodach. Wspieram moją siostrę w tym, co
kocha robić, w końcu jest moim oczkiem w głowie. Jednak dużo bardziej
ucieszyłaby mnie wizja siebie w jakimś przyjemnym miejscu jak kino, centrum
handlowe czy kawiarnia. Najlepiej z jakąś ładną, inteligentną dziewczyną, chociaż
na biedę mój kumpel też może być.
- Alan! Bo się spóźnimy! – była jeszcze bardziej
zdenerwowana.
- Idę już, idę. – krzyknąłem i podszedłem do szafy.
Moja rodzina – mama i siostra były już gotowe a ja dopiero
zastanawiałem się co na siebie włożyć. Po jakieś minucie lub dwóch wpatrywania
się w zawartość szafy ubrałem moją lekko spraną koszulę w kratę i niebieskie
jeansy. Uznałem, że nie będę się zbytnio stroił skoro i tak zaśmierdnę tym
końskim smrodem lub, nie daj Boże wpadnę w błotną kałużę lub końskie gówno. Przejrzałem
się w lustrze. Moje ciemno-rude włosy jak zwykle były w nieładzie nawet jeśli
odprawiałem magiczne rytuały aby jakoś wyglądały. Odpuściłem.
Zbiegłem po schodach dopinając szarą, jesienną kurtkę i
włożyłem buty. Moja mama oceniła wzrokiem mój wygląd i lekko się skrzywiła. No
tak, nigdy nie podobało jej się to, jak się ubieram. Jednak nigdy nie popełnię
tego błędu, jaki popełniłem w gimnazjum. Nigdy już nie dam mojej mamie wolnej
ręki jeśli chodzi o mój ubiór. Za bardzo nacierpiałem się za czasów gimnazjum,
gdy na każdym kroku byłem przezywany „pedałem”. To wszystko przez to, że moja
mama uwielbiała ubierać mnie w kolorowe lub jakiekolwiek rurki, do tego
krzykliwe bluzeczki, chustki, dodatki i, o zgrozo, kazała mi zapuścić grzywkę
na bok. Teraz grzywka to tylko koszmar z dzieciństwa – dawno i nieprawda,
ponieważ ściąłem włosy na normalną długość. Nie są ani za krótkie, ani za
długie. Są idealne.
Wyszliśmy na podwórko. Pogoda nie dopisywała. Niebo było
pokryte ciemnymi chmurami i zapowiadało się na deszcz.
Spojrzałem na Megi. Była cała blada. Miała na sobie białą
koszulę z krawatem a na to żakiet, szare legginsy i specjalne buty jeździeckie.
W ręku trzymała kask. Wyglądała bardzo dojrzale jak na swój wiek. Lat dodawały
jej także czerwone jak ogień włosy odziedziczone po matce. Mój rudy kolor w
porównaniu do jej jest śmiechu warty. Przy niej wyglądam na szatyna, jak
ojciec. Właściwie to tylko dzięki niemu nie jestem całkowicie rudy. Moje włosy
to brąz przechodzący w rudy, lub na odwrót.
W milczeniu pokonywaliśmy kolejne metry drogi do stajni.
Moja mama co chwilę poprawiała swój kucyk. Na miejsce dotarliśmy kilka minut po
14:00. Na padoku już jeździły niektóre uczestniczki zawodów. Naliczyłem się 5
osób. Przy stajni stały kolejne dwie, które czyściły lub siodłały swoje konie.
Megi pobiegła do stajni po swojego konia – Koronę. Zaraz
podbiegły do niej jej przyjaciółeczki chętne do pomocy przy przygotowywaniu
konia do zawodów. Jedna z nich zaraz rzuciła się ze szczotką na Koronę i
zaczęła ją czyścić. Trzy inne przyniosły czaprak i siodło i próbowały je
założyć. Przez cały czas gadały jak najęte, że już go umyły, poczesały,
zaplotły warkoczyki i nakarmiły w odpowiednim czasie. Megi tylko kiwała głową.
Była bardzo zestresowana. Spojrzała na mnie a ja uśmiechnąłem się
pokrzepiająco. Odwzajemniła uśmiech.
- Meg, idę się przejść, zaraz wrócę. – powiedziałem.
Rozejrzałem się dookoła. Właśnie przyjechał samochód z
przyczepą na konia. Zatrzymał się powoli i zaraz wyszła z niego jakaś osoba od
strony kierowcy. Podeszła do przyczepy i wypuściła konia. Od strony pasażera
wysiadła młoda dziewczyna z przefarbowanymi na czerwono włosami. Farba już
prawie zeszła dlatego dziewczyna wyglądała jakby myła włosy w kałuży.
Zauważyłem, że miała kolczyk w wardze. Skrzywiłem się. Wyglądała obrzydliwie.
Spojrzałem w stronę padoku. Koni było więcej niż wcześniej,
a dziewczyny dzielnie rozgrzewały wierzchowce biegając wkoło wyznaczonego
terenu. Dostrzegłem kilka koleżanek Megi i kilka całkiem nieznanych mi
dziewcząt. W miejscu, w którym miały odbyć się zawody były już poukładane
przeszkody. Na każdej z nich była nalepiona karteczka z numerem. Niedaleko
stała mała altanka, zapewne miejsce sędziów, organizatora i sponsora. Moja mama
stała przy płocie i zawzięcie dyskutowała z mamą jednej z przyjaciółek Megi.
Zbierało się coraz więcej ludzi. Najczęściej byli to znajomi
lub rodzina uczestników, ale dostrzegłem też osoby, które po prostu
przypatrywały się temu wszystkiemu bez podchodzenia do konkretnych osób.
Kątem oka zobaczyłem, że Megi na koniu wjeżdża na padok.
Najpierw powoli, ale gdy poczuła się pewnie na otwartym terenie to zaczęła
kłusować a potem galopować. Podszedłem bliżej barierki. Właściwie to można
powiedzieć, że nieźle się bawiłem. Uwielbiałem takie imprezy połączone z rywalizacją.
Był tylko jeden problem – wszechobecny koński smród. Nie wiem jak moja młodsza
siostra może to wytrzymywać. Ja praktycznie się dusiłem nawet nie wchodząc do
stajni.
Obserwowałem moją siostrę i inne zawodniczki rozgrzewające
swoje konie. Było to dość żmudne i nudne, więc rozejrzałem się wkoło. Kilka
metrów ode mnie stały dwie dziewczyny, które nie brały udziału w zawodach.
Najprawdopodobniej przyszły obserwować zmagania swojej przyjaciółki. Jedna z
nich głośno rozmawiała przez telefon. Mówiła coś o tym, że jakaś szafa ją
przytuliła. Nie wnikam.
Megi przykłusowała do barierki przy której stałem ja i jej
przyjaciółki. Uśmiechnęła się do mnie a potem zaczęła rozmowę z przyjaciółkami.
Swoją drogą zastanawia mnie to, dlaczego jej przyjaciółki nie jeżdżą konno
skoro dostają orgazmu na samo słowo: „koń”. Muszę się później o to spytać
Madzi.
Nie wiem nawet w którym momencie przygalopowała do nas jakaś
druga dziewczyna. Miała sięgające do ramion blond włosy przykryte kaskiem i
kilka jasnych piegów na twarzy. Ubrana była w białe legginsy i czarną marynarkę
z białą koszulą. Na nogach miała czarne buty. Ledwo do nas przygalopowała i od
razu zaczęła gadać jak najęta do mojej siostry, mówiąc, że ta jeździ coraz
lepiej i że faktycznie widać postępy i że ma szanse wygrać swoje zawody.
Megi tylko kiwała głową i lekko się rumieniła. Później młoda
blondynka zwróciła się do przyjaciółek mojej siostry i kazała im przynieść
jabłka dla koni. Zauważyłem, że była dużo starsza od mojej siostry. Mogła mieć
z 15, 16 ewentualnie max.17 lat. Zapewne brała udział w zawodach dla
zawodowców, który odbywa się zaraz po zawodach juniorów, w którym brała udział
Megi. Dziewczyna jeszcze chwilę porozmawiała z młodszymi koleżankami i kilka
razy szczerze się zaśmiała ukazując białe kły. Odjeżdżając uśmiechnęła się do
mnie. Ciekawe czy dopiero teraz mnie zauważyła. Cały czas w głowie brzęczał mi
jej cukierkowy głos. Westchnąłem. Była denerwująca.
Kilkadziesiąt minut później moja siostra i inne zawodniczki
zostały wezwane na miejsce zawodów, aby oswoić konie z nowym otoczeniem. Nie
trwało to długo i już po chwili wszyscy zostali wyproszeni, z wyjątkiem
dziewczyny o nazwisku Sandra Kozłowska. Czy jakoś tak, bo mikrofon przez który
mówili sędziowie był najprawdopodobniej zepsuty, więc słowa były niewyraźne.
Sandra okazała się
pulchną dziewczynką w wieku mojej siostry. Potrąciła 70% przeszkód, ale i tak
po skończonej jeździe otrzymała gromkie brawa. Kolejne dziewczynki nie radziły
sobie lepiej od Sandry. Widać było, że są dopiero początkującymi. Moja siostra
została wywołana dopiero jako jedna z ostatnich. Nie znam się zbytnio na
jeździe konnej, ale moim zdaniem poszło jej najlepiej. Była zestresowana, ale
pewna tego, co robi. Potrąciła tylko jedną przeszkodę.
Ręce mnie bolały z klaskania mojej siostrzyczce. Po Megi
startowały jeszcze dwie inne zawodniczki, a później nastąpiła przerwa.
Sędziowie żywo dyskutowali na temat wyników, a kilka osób poszło podwyższyć
przeszkody. No tak, zaraz zacznie się druga część zawodów. Podszedłem
pogratulować wyniku Megi.
Stojąc przy mojej siostrze, dostrzegłem tą blondynkę o
cukierkowym głosie rozmawiającą z jakąś niską brunetką. Bardzo niską brunetką.
Obie dziewczyny siedziały na koniach czekając na rozpoczęcie się zawodów.
Blondynka żywo gestykulowała zawzięcie coś tłumacząc koleżance, a ta tylko
kiwała głową wpatrując się w przestrzeń przed sobą. Po chwili brunetka
zawróciła konia i pogalopowała do stajni. Wróciła jednak już bez konia.
Zdziwiłem się. Zaraz zaczną się zawody, a ona odprowadziła wierzchowca do stajni.
Widać jednak nie bierze w nich udziału.
Po chwili na miejsce została wezwana pierwsza uczestniczka,
jednak jej godności nie usłyszałem, ponieważ mikrofon zepsuł się już
całkowicie. Od razu rzuciło mi się w oczy, że ta grupa prezentuje dużo lepszy
poziom niż grupa mojej siostry. Jednak te dziewczyny z pewnością trenowały
dłużej, dlatego idzie im lepiej niż młodszym koleżankom.
Gdy ta ukończyła swoją jazdę, na miejsce została wezwana
kolejna uczestniczka. Znowu nie usłyszałem jej imienia ani nazwiska, ale
okazało się, że to ta cukierkowa blondynka. Obserwowałem jej jazdę z otwartą ze
zdziwienia buzią. Bez problemu pokonywała kolejne przeszkody, a robiła to z
taką gracją, że nawet mi brakło słów. Potem uśmiechnięta opuściła miejsce
zawodów w akompaniamencie głośnych braw. Nawet ja, mimo iż przysięgłem, że będę
klaskać tylko mojej siostrze nie potrafiłem powstrzymać się od braw. Ona po
prostu na nie zasługiwała. Nie interesowały mnie inne zawodniczki. Wiedziałem,
że cokolwiek by nie zrobiły to i tak nie pójdzie im lepiej niż tej blondynce.
Sama dziewczyna szybko zeskoczyła z konia i podbiegła do tej
brunetki, która przez cały czas obserwowała ją z założonymi rękami. Cukierkowej
uśmiech szybko spełzł z twarzy, kiedy niższa powiedziała do niej kilka słów.
Przez cały ten czas ani razu się nie uśmiechnęła. Miała wręcz grobową minę.
Blondynka kiwnęła głową i udała się do stajni z opuszczoną głową.
Wściekłem się. Co
takiego powiedziała jej ta brunetka, że praktycznie straciła cały swój dobry
humor? Jeżeli jest taka mądra, to dlaczego sama nie wzięła udziału w
zawodach? Zacisnąłem pięści ze złości.
Sam nie wiem dlaczego tak się denerwowałem. Nawet nie wiem jak ta dziewczyna ma
na imię, a martwię się o jej samopoczucie. Coś jest ze mną nie tak.
Sędziowie najprawdopodobniej naprawili mikrofon, ponieważ
głośno i wyraźnie usłyszałem kolejną zapowiedź.
- Proszę o uwagę, konkurs już się zakończył, jednak przed
podaniem wyników grupy juniorów i grupy zawodowców mamy przyjemność
zapowiedzieć naszą wicemistrzyni województwa – Martynę Łuczak! Prosimy o brawa!
Spostrzegłem, że przeszkody zostały podwyższone najbardziej
jak się da.
Spojrzałem w stronę nadjeżdżającej dziewczyny. To była ta
bardzo niska brunetka, przez którą ta blondynka była smutna. Nie miałem ochoty
oglądać jej jazdy. Nie wiem dlaczego, ale nie lubiłem jej. Co z tego, że
praktycznie jej nie znałem. Nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia. Udałem się w
stronę stajni.
- Oh, Alan, dobrze, że jesteś. Musisz przynieść siodło dla
Korony! – moja siostra pociągła mnie za ramię.
- Po co? Przecież ona już ma siodło. – odpowiedziałem
zdziwiony.
- Tak, ale zaraz jak Martyna skończy jeździć i podadzą
wyniki, to wszyscy uczestnicy robią honorowe kółka naokoło padoku! Każdy koń
musi mieć wtedy czarne siodło.
- Dlaczego? – wydało mi się to bez sensu.
- Takie zasady i już! Proszę, sama nie dam rady!
Nie mogłem odmówić mojej siostrzyczce. Poszedłem do
składziku i wyciągnąłem czarne siodło z ogromnej skrzyni podpisanej „Własność
Megi”.
Siodło było cholernie ciężkie. Przeklinałem w myślach, że
jestem taki słaby. Gdybym przeszedł przez stajnie to bardzo skróciłbym moją drogę.
Nie zastanawiając się długo zrobiłem po swojemu. Zadowolony i dumny ze swojej
wyjątkowej inteligenci maszerowałem z ciężkim siodłem przez stajnie. No właśnie.
PRZEZ STAJNIE. Wydałem z siebie krótkie pisknięcie i poślizgnąłem się na
końskim placku. Na szczęście nie upadłem na gówno tylko na zimny beton, przez
co nieźle stłukłem sobie pośladki. No i przez siodło, które trzymałem w rękach
upadek był jeszcze boleśniejszy.
- Jesteś cały? – spojrzałem w górę.
Przede mną stała ta cukierkowa blondynka w kasku. Wzięła mi
z ręki siodło i pomogła wstać. Zrobiło mi się głupio, że dla dziewczyny takie
siodło nie jest ciężarem. Skorzystałem z jej pomocy i już po chwili z resztką
godności otrzepywałem się z siana. Dziękowałem w duchu, że nie upadłem na to
gówno.
- Tak, nic mi nie jest, dziękuje.
- Musisz bardziej uważać. W stajni bardzo łatwo jest się
przewrócić. – przez cały czas niosła moje siodło.
- Dobrze, postaram się. I tak mam nadzieję, że już nigdy
tutaj nie wrócę. – burknąłem. – Przy okazji, gratuluję dobrego występu. Byłem
pod wrażeniem. Naprawdę dobrze Ci poszło.
Dziewczyna spojrzała na mnie z lekkim zdziwieniem, ale
uśmiechnęła się.
- Dzięki, to miłe. Ale dlaczego nie chcesz już tu wrócić?
Przecież konie są piękne.
- Jak dla kogo. – westchnąłem.
Kiwnęła głową i dalej szliśmy w milczeniu. Szedłem tak z
metr za nią, dlatego miałem dobry widok na jej zgrabne pośladki w białych
legginsach. Przynajmniej jeden plus tego całego zdarzenia.
- Nie jest to dla Ciebie za ciężkie? – spytałem. Ponownie
zrobiło mi się głupio, że to ona niesie to siodło. – Może ja powinienem to
ponieść?
Zaśmiała się szczerze.
- Nie wydaje mi się, żeby to był dobry pomysł. Stękałeś jak
to niosłeś, poza tym, nie chcę żebyś znowu się przewrócił. No i nie pierwszy
raz niosę siodło. Dla mnie to normalny ciężar.
Podała siodło mojej siostrze i pobiegła do swojego konia.
Zaraz miało być ogłoszenie wyników. Dobrze, że mikrofon został naprawiony i nie
będę miał problemu z usłyszeniem nazwisk zwycięzców.
- Nie mogłeś sam tego przynieść? – spytała Megi z lekką
pogardą w głosie.
- Zamknij się.
Wszyscy zawodnicy zostali poproszeni na wjazd na padok i
ustawienie się w dwóch rzędach – juniorów i zawodowców.
- Podajemy wyniki konkursu juniorów. – z głośników wydobył
się głos głównego sędziego. Trzecie miejsce otrzymuje Katarzyna Machaj. –
publiczność zaczęła klaskać. – Drugie
miejsce otrzymuje Weronika Kokowska. – tym razem jeszcze głośniejsze brawa. – I
w końcu, zwycięzcą zostaje… - sędzia zrobił dramatyczną pauzę. – Magdalena
Mazurczak!
Uśmiechnąłem się szeroko i zacząłem bardzo głośno klaskać.
Moja mała siostrzyczka wygrała zawody! Byłem z niej ogromnie dumny.
Juniorzy zostali poproszeni o zejście z padoku i zostali tam
tylko zawodowcy.
- A teraz ogłoszenie wyników zawodowców. Przypominamy, że
Martyna Łuczak nie była brana pod uwagę. – prychnąłem. – Tak więc, trzecie
miejsce wędruje do Pauliny Kwiatkowskiej. – okazało się, że to te Emo z
czerwonymi włosami. – Drugie miejsce otrzymuje Michalina Lewandowska! – głośne
brawa. – I w końcu, moment na który wszyscy czekali… zwycięzcą zostaje…
Sebastian Bryzowski! Brawa!
„Lol, to w tym brał udział jakiś chłopak?” – taka była moja
pierwsza myśl, po usłyszeniu imienia zwycięzcy. Jednak już po sekundzie szczęka
mi opadła, kiedy zobaczyłem tą cukierkową blondynkę odbierającą puchar za
pierwsze miejsce.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)