czwartek, 12 lutego 2015

Rozdział II

ROZDZIAŁ II

- No i okazała się facetem! Rozumiesz to? FACETEM!
- Aha. Już to mówiłeś.
Rozmowy z moim najlepszym kumplem właśnie tak wyglądają. Ja się produkuję, a on ma to gdzieś. Pominę fakt, że czasami jest odwrotnie.
- Nic Cię to nie obchodzi?!
- Skąd ten pomysł? Oczywiście, że mnie obchodziło. Ale za pierwszym razem, a za piątym to się już robi nudne.
- Ale wyglądał zupełnie jak dziewczyna! ZUPEŁNIE! Jeszcze nigdy nie spotkałem chłopaka, który wyglądał jak dziewczyna! To nie tak, że wyglądał jak ciota, on wyglądał jak dziewczyna!
- Ej, Alan, wiesz co? – spytał podekscytowany.
- Co?!
- Powtarzasz się.
Zmarkotniałem.
- Wiks? – spytałem po chwili.
- Hm?
- Co robisz?
- Napieprzam w OSU!
- Jak myślisz, dlaczego spotykają mnie takie rzeczy?
Wiktor poprawił okulary i spojrzał prosto w kamerkę.
- Bo jesteś rudy, Alan. Bo jesteś rudy…
Przewróciłem oczami.
- Mógłbyś choć raz powiedzieć coś innego? Ja tutaj serio się stresuję a ty wyskakujesz z moim kolorem włosów. Co z tego, że jestem rudy? Przecież mam przyjaciół!
- Wcale nie. Twoja mama mi płaci, żebym się z tobą kumplował.
Westchnąłem.
- Alan, dobrze. Więc zadam Ci pytanie, które naprawdę mnie nurtuję. Dlaczego do cholery aż tak bardzo się tym przejmujesz? Ok., wziąłeś go za laskę, ale co z tego? I tak już nigdy go nie spotkasz, już nigdy tam nie wrócisz! Czemu przeżywasz to jak mrówka okres?
- Wcale tego nie przeżywam jak mrówka okres! – oburzyłem się. – Po prostu to jest nie fair! Ty nigdy nie miałeś takiej sytuacji. Wkurza mnie to! Taka ładna dziewczyna a okazała się facetem! To tak jakbyś znalazł 10 zł na ulicy, a okazało się, że są sztuczne! Dobra, zły przykład, ale wiesz o co mi chodzi! I wiesz co? Nie interesuje mnie to! Niech sobie będzie chłopcem, wszystko mi jedno, przecież i tak go nie spotkam. No ale jednak pierwszy raz kogoś poznałem, a tu klops. Znaczy, nie poznałem, ale no ej!
Cisza.
- Czy Ty mnie w ogóle słuchasz?
Wiktor otrząsnął się, spojrzał w kamerkę i kliknął coś na klawiaturze.
- Wybacz, miałem wyciszony dźwięk, mówiłeś coś?

*** 

- Alan, wychodzę, nie zabij się. – Megi krzyknęła z holu zakładając buty.
- Megi, stop, stop! – krzyknąłem zbiegając ze schodów.
Spojrzała na mnie trzymając klamkę.
- Dokąd idziesz?
- Na konie? Idiota. – powiedziała otwierając drzwi.
- Ej, ale jak to, sama?
- Mam prawie 10 lat, po za tym jest jeszcze jasno. Ogarnij się.
- Mam po Ciebie przyjść?
- Nie.
- Proszę.
- Pojebało?
Gwałtownie nabrałem powietrza.
- Jak Ty mówisz! Wszystko powiem mamie!
Madzia szepnęła coś pod nosem i wyszła.
- Przyjdę po Ciebie! Słyszysz, Megi? Przyjdę! – krzyknąłem za nią.
Nie pozwolę, by moja siostrzyczka sama wracała do domu. Jest za mała, a teraz szybko robi się ciemno.
Jest lato, Alan
Wróciłem do mojego pokoju i rzuciłem się na łóżko. Spojrzałem na monitor komputera. Wiktor właśnie ze skupieniem wymalowanym na twarzy pobijał swój rekord w jakiejś grze. Miał włączoną kamerkę, więc dokładnie go widziałem. Na szczęście on ani mnie nie widział, ani nie słyszał. Uważał jednak, że skoro ja go widzę, to spędzamy razem czas. Niech się dalej oszukuje, biedny, uzależniony chłopiec.
Przymknąłem oczy. Nie wiem dlaczego, ale czułem się zmęczony. Całe dnie nie muszę nic robić, bo przecież są wakacje. Mogę imprezować, upijać się do nieprzytomności, szwędać się po mieście. Ale tego nie robię. Wole posiedzieć na skype z Wiktorem i jego dziewczyną. Tak, Wiktor ma dziewczynę. Pewnie się zastanawiacie, skąd taki nolife nerd jak Wiktor znalazł sobie drugą połówkę. Otóż poznał ja w grze. Dobijająco przewidywalne, czyż nie? Nigdy się nie spotkali na żywo, a jednak są bliżej niż niejedna para.
Podniosłem się z łóżka, a swoje kroki skierowałem w stronę łazienki. Po drodze włączyłem mikrofon.
- Wiks, idę się kąpać. Masz może ochotę wyjść gdzieś ze mną? – spytałem.
Chłopak spojrzał w kamerkę na ułamek sekundy, a zaraz po tym z powrotem swój wzrok skierował na monitor.
- Skończę tą rundę za 30 minut. Przyjdź po mnie. – mruknął.
Uśmiechnąłem się i wyłączyłem komputer. Czyli jednak dał się namówić na wyjście z domu. Nie spodziewałem się tego.
Otworzyłem szafkę i wyciągnąłem z niej szary dres i czarną bokserkę. Nie idę na imprezę,  tylko na spacer z kumplem. Nie muszę wyglądać jak gwiazda.
Odkręciłem kurek. Wanna zaczęła napełniać się wodą. Wlałem fiołkowy płyn do kąpieli i rozebrałem się. Najpierw koszulka znalazła się na podłodze. Zaraz po niej spodenki i skarpetki. Zostałem w samych bokserkach. Przejrzałem się w lustrze. Nie mogłem narzekać na złą figurę. Mogłem się pochwalić szczupłymi, zgrabnymi nogami. Nie byłem zbyt szeroki w barach, ale miałem posturę młodego mężczyzny. Uśmiechnąłem się do mojego odbicia w lustrze i wyszedłem z łazienki. Przebiegłem się nago po mieszkaniu. Taki fetysz.
Wróciłem do łazienki w momencie, gdy wanna była prawie pełna. Szybko zakręciłem kurek i wszedłem do środka.
- Ahhh! – jęknąłem i zaraz zatkałem usta dłonią.
Dobrze, że nikogo nie było w domu, bo chyba musiałbym się tłumaczyć z tych jęków. Nie moja wina, że gorąca woda tak na mnie działa!
Nie wiem ile czasu minęło, kiedy wreszcie wyszedłem z wanny. Ubrałem się, poczesałem i wyszedłem z domu. Do Wiktora miałem jakieś 10 minut drogi pieszo. Szybko skalkulowałem w głowie ile siedziałem w wodzie, ile się przygotowywałem, ile zajmie mi droga do kumpla i wreszcie ile czasu mogę poświęcić na spacer z nim. W końcu o 19 Madzia kończy jazdę konną, a ja nigdy nie rzucam słów na wiatr. Skoro obiecałem, że po nią przyjdę, to po nią przyjdę.
Droga do Wiki tym razem zajęła mi trochę mniej czasu, więc byłem na miejscu przed umówioną godziną. Wszedłem na jego plac i gwizdnąłem.
Zero reakcji.
Gwizdnąłem ponownie.
Rolety w pokoju na piętrze podniosły się góry, a w oknie stanął mój kumpel we własnej osobie.
- Jebane ptaki nie dają grać LoL’a! – wrzasnął i zamknął okno.
Zachichotałem.
Nie minęło dużo czasu, gdy drzwi wejściowe otworzyły się, a Wiktor wyszedł z domu.
- Dokąd idziemy? – spytał wkładając ręce do kieszeni.
- Tak sobie pochodzić. Potem muszę odebrać Megi ze stajni.
Wiktor spojrzał na mnie pytająco.
- Od kiedy po nią chodzisz? – spytał.
- Od kiedy zdałem sobie sprawę, że moja mała siostrzyczka nie może wracać sama do domu! Jeszcze ją ktoś porwie!
Wiktor zmarszczył brwi i wydął usta. Wyglądał wtedy przezabawnie.
- Twoja siostra jeździ konno od dwóch lat. Odkąd skończyła 9 lat wraca sama do domu. Przez cały ten czas miałeś ją i jej powroty tak głęboko, że chyba głębiej się nie da. Wczoraj byłeś na zawodach i prawie zarywałeś do laski, która okazała się być facetem. Nagle wielce martwisz się o siostrzyczkę. – zrobił krótką przerwę. – To dziwne, nie uważasz?
- Czy ty coś sugerujesz?! – spytałem już trochę podenerwowany.
Co on sobie wyobraża? Że niby chce iść na konie, bo tam jest ten transwestyta? Chyba mu te gry na mózg siadły.
Wiktor uniósł dłonie w geście obrony.
- Skąd… - pokręcił głową. – Ale mimo wszystko…
- Wiks, daj spokój! Nawet jeśli to co mówisz jest prawdą, ale nie jest, to jaką mam pewność, że on tam będzie? Może nie jeździ w tej stajni, tylko przyjechał na zawody!
Okularnik pokiwał głową.
- Nie spytałeś się Megi?
- Co mnie to niby obchodzi? – spytałem piskliwie.
 Jakaś babcia spojrzała na mnie i się przeżegnała. Kiedy się denerwowałem mówiłem bardzo wysokim głosem.
- Dobra, nie denerwuj się. Złość piękności szkodzi, a Ty nie masz czym szastać. – uśmiechnął się pokazując mi język. – Bo jesteś rudy!
Oho, właśnie stara się zmienić temat.
Pokręciłem głową z politowaniem.
- Ja przynajmniej mam życie towarzyskie. – odpyskowałem.
Wiktor zachichotał.
Lubiłem go. Był jedyną osobą, którą mogłem nazwać moim przyjacielem. Wiedział o mnie wszystko, a mimo wszystko się ze mną zadawał. Znałem go jeszcze za czasów przedszkola. To tam właśnie się poznaliśmy. Był wtedy małym pucołowatym chłopczykiem z burzą kręconych, brązowych włosów.
Teraz, jedyne co pozostało niezmienne to właśnie te włosy. Wiktor wyrósł, wyszczuplał i znalazł sobie hobby. O ile granie w gry 24/h można nazwać hobby. Naprawdę mu się dziwię, bo całkiem przystojny. Zwykle gracze i nolify są grubi, pryszczaci i brzydcy.
No cóż, to jego życie. Ja, za punkt honoru uważam wyciągnięcie go czasami z jego samotni, tak jak teraz. To naprawdę całkiem przyjemny spacerek. Chodzimy sobie po słonecznej okolicy, mówimy „dzień dobry” wszystkim mijanym mocherom. Jest sympatycznie.
- Nudzę się. – westchnął Wiktor.
- To chodź ze mną po Megi. – zaproponowałem.
- Dostane za tego questa jakiegoś golda?
Zamrugałem i spojrzałem na Wiktora. Uderzył mnie w ramię i szczerze się zaśmiał.
- Żartuję przecież! Dobra, możemy iść. – powiedział i włożył ręce do kieszeni. – Ale jeszcze nie ma 19. – stwierdził po chwili.
- Trudno. – wzruszyłem ramionami. – Najwyżej poczekamy te kilka minut.
Wiktor pokiwał głową i zmieniliśmy kierunek trasy.
Dojście do stajni nie zajęło nam zbyt dużo czasu. Wiktor w tym czasie zdążył mi opowiedzieć o osobach, z którymi miał (nie)przyjemność grać. Słuchałem go ze skupieniem i analizowałem każde jego słowo. Żartuję, wyłączyłem się po dwóch pierwszych zdaniach.
- Fuj, jak tu śmierdzi. – stwierdził Wiktor, gdy tylko weszliśmy na plac.
- Trzeba się m myć, Wiktor. – zachichotałem.
- Pierdol się.
No ale musiałem przyznać mu rację. Już miałem odruchy wymiotne, a nawet nie wszedłem do stajni.
- Wymiękam, Alan. Spadam stąd. – powiedział i już kierował się w stronę wyjścia.
- Nigdzie nie idziesz! – krzyknąłem łapiąc go za ramię i prowadząc w stronę koni.
Wiktor mruknął coś niezrozumiale i zatkał nos.
Rozejrzałem się. Widziałem parę osób jeżdżących na padoku. Niestety, nie mogłem dostrzec, czy była wśród nich moja siostra. Pociągnąłem Wiktora w stronę stajni. O dziwo, nie protestował, a trzeba przyznać, że tam śmierdziało najgorzej. Weszliśmy do środka. Z tego smrodu aż odrzuciło mnie do tyłu, jednak dzielnie parłem naprzód.
Po obu stronach znajdowały się boksy dla koni, jednak nie wszystkie były zajęte. Na betonowej podłodze walało się siano. Usłyszałem śmiech. Dochodził z głębi stajni, gdzie trzymano kostki słomy. Wiktor zaczął coś mruczeć. Spojrzałem na niego. Przez to, że cały czas nie oddychał zrobił się fioletowy. Pokręciłem głową z politowaniem i pociągnąłem go w głąb stajni. Miałem rację. Dużą cześć stajni zajmowały kostki słomy poukładane jedna na drugiej. Tworzyły one coś na wzór zamku, o którym każdy w dzieciństwie marzył. Na kostkach siedziały osoby, które znałem z wczoraj i kilka zupełnie obcych mi ludzi. Podszedłem bliżej, ale nie na tyle, żeby zwrócić na siebie uwagę. Oparłem się o belkę i spojrzałem na całą śmietankę towarzyską. Od razu poznałem tą niską brunetkę, która wczoraj dała swój „niesamowity pokaz mistrzyni województwa”. Nie była zbytnio zainteresowana wygłupami swoich przyjaciół, bo gapiła się w telefon, ignorując wszystko dookoła. Był tam
też Sebastian. Na jego widok trochę się skrzywiłem. Dzisiaj wyglądał zupełnie inaczej. Nie miał kasku, więc jego włosy wydawały się być krótsze. Był cały czerwony ze śmiechu. Miał na sobie czarną bluzkę, która wyglądała na 2 rozmiary za dużą z napisem: „Sleep, Eat, Horses”. Do tego miał krótkie, jeasnowe spodenki i wysokie buty. Musiałem przyznać, że nie wyglądał jak dziewczyna. Było mi głupio. Oprócz tego siedziały tam 3 inne dziewczyny, które widziałem pierwszy raz w życiu.
Nagle wszystkie głowy obróciły się w naszą stronę. Jedynie ta brunetka miała na nas totalnie wyjebane i nawet nie zaszczyciła mnie i Wiktora spojrzeniem.
- Na zdrowie. – powiedzieli prawie równo.
- Dzięki. – odpowiedział lekko czerwony na twarzy Wiktor i niedyskretnie wytarł nos.
Policzyłem w myślach do trzech. Wszystko zepsuł! Mieli nas nie zauważyć!
- Ej! Chłopiec od siodła! – krzyknął Sebastian.
Co do…?
- Hej, spokojnie! – wrzasnąłem, gdy rzucił się na mnie.
Chłopak objął mnie w pasie i prawie podniósł. Byłem przerażony.
- Ej, chodźcie tu wszyscy! – wydarł się do reszty. – Poznacie mojego kumpla!
Twojego… CO?
Dziewczyny podeszły do nas z uśmiechem na twarzach. Jedynie ta brunetka została tam, gdzie była. Jednak nie patrzyła na telefon, tylko centralnie na mnie. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Sebastian puścił mnie i spojrzał na Wiktora. Przekręcił głowę lekko w lewo i uśmiechnął się.
- Ciebie nie znam. – powiedział po chwili.
Wiktor był nie mniej zdziwiony ode mnie. Właściwie to stał z otwartą buzią i patrzył na przemian na mnie, na Sebastiana i znowu na mnie.
- Egehhh… - wydukał i przełknął ślinę. – Jestem Wiktor.
- Wikuś! – krzyknął blondyn i rzucił się na mojego kumpla.
Wiktor miał w tym momencie minę, jakby ktoś mu pierdnął w twarz. Mimowolnie się uśmiechnąłem, chociaż ta sytuacja była naprawdę dziwna.
- Ja jestem Sebek. – wskazał na siebie. – A to Amanda, Kasia i Natalia – wskazał na te trzy dziewczyny. – A tam na słomie siedzi Martyna.
Nastąpił uścisk dłoni pomiędzy dziewczynami a Wiktorem. Sebastian z uśmiechem od ucha do ucha spojrzał na mnie.
- Hej, a ja właściwie nadal nie wiem, jak nazywa się chłopiec od siodła!
Rozważałem dwie możliwości. Pierwsza to spierdalanie z tego miejsca najszybciej jak się dało. Druga to podanie fałszywego imienia jak Alfred czy Ildefons.
- Alan. – powiedziałem po chwili.
- Jeny, jak ślicznie! – krzyknął i znowu się na mnie rzucił.
Zastanawiałem się, czy ten chłopak wie w ogóle co to jest przestrzeń osobista.
- Hej! – zwrócił się do dziewczyn. – Wy nawet nie wiecie jak poznałem Alana!
„O Boże, nie mów im tego” – pomyślałem.
- Alan niósł wczoraj siodło i szło mu to bardzo niezdarnie. W pewnym momencie poślizgnął się na końskim placku i upadł na tyłek! Pomogłem mu wtedy.
Dziewczyny uśmiechnęły się lekko, a Wiktor wybuchnął śmiechem. Rzuciłem mu spojrzenie w stylu: „Zamknij mordę, albo wsadzę Ci ten uśmiech w dupę”.
Sebastian śmiał się najgłośniej. Po chwili starł niewidzialną łezkę z policzka i znowu spojrzał na mnie. W oczach tańczyły mu wesołe iskierki.
- Tak właściwie, to co tu robisz, chłopczyku „nie-lubie-koni”? – spytał i pokazał język.
- Przyszedłem po siostrę. – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
Sebastian zmrużył oczy. Widać było, że nad czymś się głęboko zastanawia. Nagle klasnął w dłonie i uśmiechnął się szeroko.
- To ta mała, ruda? – spytał.
Kiwnąłem głową.
- Oh, Madzia jest świetną koniarą! Jeździ od niedawna, a idzie jej naprawdę dobrze. No i na pierwszy rzut oka widać, że jest zakochana w koniach. No i w ogóle taka śliczna jest i słodka. Prawie tak jak braciszek. – rzucił, a jego wzrok na sekundę spoczął na mnie.
To są chyba jakieś jaja…
Wiktor wstrzymał oddech. Nie musiałem się wysilać, doskonale wiem,  o czym pomyślał. Właściwie to mu się nie dziwiłem.
- Taa… - westchnąłem wymijająco, zupełnie jakbym nie dosłyszał tego, co właśnie powiedział. – Wiecie może gdzie ona jest? – spojrzałem na dziewczyny.
- Oh, wydaje mi się, że jeszcze jeździ! Ale powinna tutaj zaraz być. – na moje pytanie odpowiedział Sebastian.
Kiwnąłem głową i chwyciłem Wiktora za ramię, prowadząc go do wyjścia ze stajni. Drogę jednak zagrodził mi nie kto inny jak Sebastian.
- Dokąd idziecie? – stanął na palcach, próbując zrównać się ze mną wzrostem.
- Sobie. Stąd. – syknąłem.
- Wrócicie jeszcze? Jesteście naprawę fajni! – uśmiechnął się patrząc prosto na mnie.
Odwróciłem wzrok.
- Byłem tylko po siostrę. Już raczej tu nie wrócę. Poczekam na nią na zewnątrz, tutaj za bardzo śmierdzi. – rzuciłem zdając sobie sprawę, że ranię jego uczucia moim nastawieniem do koni.
- Mogę was odprowadzić. – zaproponował.
- N-nie ma takiej potrzeby. – trzymając Wiktora za ramię, wyprowadziłem go ze stajni.
Stanąłem kilka metrów od głównej siatki, naprzeciwko miejsca, gdzie parkowano rowery. Westchnąłem przykładając palce do skroni i spojrzałem na Wiktora. Nie musiałem nic mówić.
- To było dziwne. – stwierdził po chwili.
No co on nie powie.
- Ale szczerze Ci powiem, Alan, że wcale nie wyglądał na dziewczynę. Raczej na takiego… beztroskiego chłopca.
Kiwnąłem głową.
- Nie licząc tego, że jest okropnie bezpośredni, jest straszną paplą i do wszystkiego się klei, jest całkiem spoko. – Wiktor wzruszył ramionami.
- Pewnie, że tak. – odparłem sarkastycznie. – Wikuś…
- No nie licząc mojej ksywki. – przewrócił oczami. – No i jest jeszcze jeden problem. – stwierdził po chwili.
Spojrzałem za siebie. Megi właśnie odprowadzała konia do stajni. Mimowolnie się wzdrygnąłem. Nienawidzę koni. Boję się ich.
- Jaki problem? – spytałem odwracając się do okularnika.
- On ewidentnie Cię podrywał.
Zakrztusiłem się własną śliną.
- Ciebie chyba cycki swędzą! – krzyknąłem piskliwie.

1 komentarz:

  1. Wahaha, nawet nie wiesz jak się ucieszyłam widząc "ROZDZIAŁ II". Uśmiech mi nie schodził. Już pokochałam z jaką beztroską prowadzisz akcję.
    Brr, ja kiedy jestem sama w domu tym bardziej się pilnuję :'D Jakaś fobia :'D
    Poza tym postać Sebastiana mnie rozwaliła. Tak po prostu. Nigdy nie podejrzewałabym, że obdarzysz go takim charakterem x33

    --
    bytaasteful.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń