środa, 4 lutego 2015

Rozdział I

ROZDZIAŁ I

- Alan, pośpiesz się do diaska! – krzyknęła moja mama stojąc w holu i zapinając swoje nowe buty.
Westchnąłem i zwlokłem się z sofy. Ostatnią rzeczą, którą chciałbym teraz robić jest wyjście w tą pogodę na dwór, przejście dwóch kilometrów pieszo a następnie stanie pod barierką przez dobre dwie godziny i obserwowanie śmierdzących zwierząt. Nie, nie idziemy do zoo. Idziemy na zawody jeździeckie.
Moja młodsza siostra – Megi, od roku trenuje jazdę konną i dzisiaj bierze udział w pierwszych zawodach. Wspieram moją siostrę w tym, co kocha robić, w końcu jest moim oczkiem w głowie. Jednak dużo bardziej ucieszyłaby mnie wizja siebie w jakimś przyjemnym miejscu jak kino, centrum handlowe czy kawiarnia. Najlepiej z jakąś ładną, inteligentną dziewczyną, chociaż na biedę mój kumpel też może być.
- Alan! Bo się spóźnimy! – była jeszcze bardziej zdenerwowana.
- Idę już, idę. – krzyknąłem i podszedłem do szafy.
Moja rodzina – mama i siostra były już gotowe a ja dopiero zastanawiałem się co na siebie włożyć. Po jakieś minucie lub dwóch wpatrywania się w zawartość szafy ubrałem moją lekko spraną koszulę w kratę i niebieskie jeansy. Uznałem, że nie będę się zbytnio stroił skoro i tak zaśmierdnę tym końskim smrodem lub, nie daj Boże wpadnę w błotną kałużę lub końskie gówno. Przejrzałem się w lustrze. Moje ciemno-rude włosy jak zwykle były w nieładzie nawet jeśli odprawiałem magiczne rytuały aby jakoś wyglądały. Odpuściłem.
Zbiegłem po schodach dopinając szarą, jesienną kurtkę i włożyłem buty. Moja mama oceniła wzrokiem mój wygląd i lekko się skrzywiła. No tak, nigdy nie podobało jej się to, jak się ubieram. Jednak nigdy nie popełnię tego błędu, jaki popełniłem w gimnazjum. Nigdy już nie dam mojej mamie wolnej ręki jeśli chodzi o mój ubiór. Za bardzo nacierpiałem się za czasów gimnazjum, gdy na każdym kroku byłem przezywany „pedałem”. To wszystko przez to, że moja mama uwielbiała ubierać mnie w kolorowe lub jakiekolwiek rurki, do tego krzykliwe bluzeczki, chustki, dodatki i, o zgrozo, kazała mi zapuścić grzywkę na bok. Teraz grzywka to tylko koszmar z dzieciństwa – dawno i nieprawda, ponieważ ściąłem włosy na normalną długość. Nie są ani za krótkie, ani za długie. Są idealne.

Wyszliśmy na podwórko. Pogoda nie dopisywała. Niebo było pokryte ciemnymi chmurami i zapowiadało się na deszcz.
Spojrzałem na Megi. Była cała blada. Miała na sobie białą koszulę z krawatem a na to żakiet, szare legginsy i specjalne buty jeździeckie. W ręku trzymała kask. Wyglądała bardzo dojrzale jak na swój wiek. Lat dodawały jej także czerwone jak ogień włosy odziedziczone po matce. Mój rudy kolor w porównaniu do jej jest śmiechu warty. Przy niej wyglądam na szatyna, jak ojciec. Właściwie to tylko dzięki niemu nie jestem całkowicie rudy. Moje włosy to brąz przechodzący w rudy, lub na odwrót.
W milczeniu pokonywaliśmy kolejne metry drogi do stajni. Moja mama co chwilę poprawiała swój kucyk. Na miejsce dotarliśmy kilka minut po 14:00. Na padoku już jeździły niektóre uczestniczki zawodów. Naliczyłem się 5 osób. Przy stajni stały kolejne dwie, które czyściły lub siodłały swoje konie.
Megi pobiegła do stajni po swojego konia – Koronę. Zaraz podbiegły do niej jej przyjaciółeczki chętne do pomocy przy przygotowywaniu konia do zawodów. Jedna z nich zaraz rzuciła się ze szczotką na Koronę i zaczęła ją czyścić. Trzy inne przyniosły czaprak i siodło i próbowały je założyć. Przez cały czas gadały jak najęte, że już go umyły, poczesały, zaplotły warkoczyki i nakarmiły w odpowiednim czasie. Megi tylko kiwała głową. Była bardzo zestresowana. Spojrzała na mnie a ja uśmiechnąłem się pokrzepiająco. Odwzajemniła uśmiech.
- Meg, idę się przejść, zaraz wrócę. – powiedziałem.
Rozejrzałem się dookoła. Właśnie przyjechał samochód z przyczepą na konia. Zatrzymał się powoli i zaraz wyszła z niego jakaś osoba od strony kierowcy. Podeszła do przyczepy i wypuściła konia. Od strony pasażera wysiadła młoda dziewczyna z przefarbowanymi na czerwono włosami. Farba już prawie zeszła dlatego dziewczyna wyglądała jakby myła włosy w kałuży. Zauważyłem, że miała kolczyk w wardze. Skrzywiłem się. Wyglądała obrzydliwie.
Spojrzałem w stronę padoku. Koni było więcej niż wcześniej, a dziewczyny dzielnie rozgrzewały wierzchowce biegając wkoło wyznaczonego terenu. Dostrzegłem kilka koleżanek Megi i kilka całkiem nieznanych mi dziewcząt. W miejscu, w którym miały odbyć się zawody były już poukładane przeszkody. Na każdej z nich była nalepiona karteczka z numerem. Niedaleko stała mała altanka, zapewne miejsce sędziów, organizatora i sponsora. Moja mama stała przy płocie i zawzięcie dyskutowała z mamą jednej z przyjaciółek Megi.
Zbierało się coraz więcej ludzi. Najczęściej byli to znajomi lub rodzina uczestników, ale dostrzegłem też osoby, które po prostu przypatrywały się temu wszystkiemu bez podchodzenia do konkretnych osób.
Kątem oka zobaczyłem, że Megi na koniu wjeżdża na padok. Najpierw powoli, ale gdy poczuła się pewnie na otwartym terenie to zaczęła kłusować a potem galopować. Podszedłem bliżej barierki. Właściwie to można powiedzieć, że nieźle się bawiłem. Uwielbiałem takie imprezy połączone z rywalizacją. Był tylko jeden problem – wszechobecny koński smród. Nie wiem jak moja młodsza siostra może to wytrzymywać. Ja praktycznie się dusiłem nawet nie wchodząc do stajni.
Obserwowałem moją siostrę i inne zawodniczki rozgrzewające swoje konie. Było to dość żmudne i nudne, więc rozejrzałem się wkoło. Kilka metrów ode mnie stały dwie dziewczyny, które nie brały udziału w zawodach. Najprawdopodobniej przyszły obserwować zmagania swojej przyjaciółki. Jedna z nich głośno rozmawiała przez telefon. Mówiła coś o tym, że jakaś szafa ją przytuliła. Nie wnikam.
Megi przykłusowała do barierki przy której stałem ja i jej przyjaciółki. Uśmiechnęła się do mnie a potem zaczęła rozmowę z przyjaciółkami. Swoją drogą zastanawia mnie to, dlaczego jej przyjaciółki nie jeżdżą konno skoro dostają orgazmu na samo słowo: „koń”. Muszę się później o to spytać Madzi.
Nie wiem nawet w którym momencie przygalopowała do nas jakaś druga dziewczyna. Miała sięgające do ramion blond włosy przykryte kaskiem i kilka jasnych piegów na twarzy. Ubrana była w białe legginsy i czarną marynarkę z białą koszulą. Na nogach miała czarne buty. Ledwo do nas przygalopowała i od razu zaczęła gadać jak najęta do mojej siostry, mówiąc, że ta jeździ coraz lepiej i że faktycznie widać postępy i że ma szanse wygrać swoje zawody.
Megi tylko kiwała głową i lekko się rumieniła. Później młoda blondynka zwróciła się do przyjaciółek mojej siostry i kazała im przynieść jabłka dla koni. Zauważyłem, że była dużo starsza od mojej siostry. Mogła mieć z 15, 16 ewentualnie max.17 lat. Zapewne brała udział w zawodach dla zawodowców, który odbywa się zaraz po zawodach juniorów, w którym brała udział Megi. Dziewczyna jeszcze chwilę porozmawiała z młodszymi koleżankami i kilka razy szczerze się zaśmiała ukazując białe kły. Odjeżdżając uśmiechnęła się do mnie. Ciekawe czy dopiero teraz mnie zauważyła. Cały czas w głowie brzęczał mi jej cukierkowy głos. Westchnąłem. Była denerwująca.
Kilkadziesiąt minut później moja siostra i inne zawodniczki zostały wezwane na miejsce zawodów, aby oswoić konie z nowym otoczeniem. Nie trwało to długo i już po chwili wszyscy zostali wyproszeni, z wyjątkiem dziewczyny o nazwisku Sandra Kozłowska. Czy jakoś tak, bo mikrofon przez który mówili sędziowie był najprawdopodobniej zepsuty, więc słowa były niewyraźne.
 Sandra okazała się pulchną dziewczynką w wieku mojej siostry. Potrąciła 70% przeszkód, ale i tak po skończonej jeździe otrzymała gromkie brawa. Kolejne dziewczynki nie radziły sobie lepiej od Sandry. Widać było, że są dopiero początkującymi. Moja siostra została wywołana dopiero jako jedna z ostatnich. Nie znam się zbytnio na jeździe konnej, ale moim zdaniem poszło jej najlepiej. Była zestresowana, ale pewna tego, co robi. Potrąciła tylko jedną przeszkodę.
Ręce mnie bolały z klaskania mojej siostrzyczce. Po Megi startowały jeszcze dwie inne zawodniczki, a później nastąpiła przerwa. Sędziowie żywo dyskutowali na temat wyników, a kilka osób poszło podwyższyć przeszkody. No tak, zaraz zacznie się druga część zawodów. Podszedłem pogratulować wyniku Megi.
Stojąc przy mojej siostrze, dostrzegłem tą blondynkę o cukierkowym głosie rozmawiającą z jakąś niską brunetką. Bardzo niską brunetką. Obie dziewczyny siedziały na koniach czekając na rozpoczęcie się zawodów. Blondynka żywo gestykulowała zawzięcie coś tłumacząc koleżance, a ta tylko kiwała głową wpatrując się w przestrzeń przed sobą. Po chwili brunetka zawróciła konia i pogalopowała do stajni. Wróciła jednak już bez konia. Zdziwiłem się. Zaraz zaczną się zawody, a ona odprowadziła wierzchowca do stajni. Widać jednak nie bierze w nich udziału.
Po chwili na miejsce została wezwana pierwsza uczestniczka, jednak jej godności nie usłyszałem, ponieważ mikrofon zepsuł się już całkowicie. Od razu rzuciło mi się w oczy, że ta grupa prezentuje dużo lepszy poziom niż grupa mojej siostry. Jednak te dziewczyny z pewnością trenowały dłużej, dlatego idzie im lepiej niż młodszym koleżankom.
Gdy ta ukończyła swoją jazdę, na miejsce została wezwana kolejna uczestniczka. Znowu nie usłyszałem jej imienia ani nazwiska, ale okazało się, że to ta cukierkowa blondynka. Obserwowałem jej jazdę z otwartą ze zdziwienia buzią. Bez problemu pokonywała kolejne przeszkody, a robiła to z taką gracją, że nawet mi brakło słów. Potem uśmiechnięta opuściła miejsce zawodów w akompaniamencie głośnych braw. Nawet ja, mimo iż przysięgłem, że będę klaskać tylko mojej siostrze nie potrafiłem powstrzymać się od braw. Ona po prostu na nie zasługiwała. Nie interesowały mnie inne zawodniczki. Wiedziałem, że cokolwiek by nie zrobiły to i tak nie pójdzie im lepiej niż tej blondynce.
Sama dziewczyna szybko zeskoczyła z konia i podbiegła do tej brunetki, która przez cały czas obserwowała ją z założonymi rękami. Cukierkowej uśmiech szybko spełzł z twarzy, kiedy niższa powiedziała do niej kilka słów. Przez cały ten czas ani razu się nie uśmiechnęła. Miała wręcz grobową minę. Blondynka kiwnęła głową i udała się do stajni z opuszczoną głową.
 Wściekłem się. Co takiego powiedziała jej ta brunetka, że praktycznie straciła cały swój dobry humor? Jeżeli jest taka mądra, to dlaczego sama nie wzięła udziału w zawodach?  Zacisnąłem pięści ze złości. Sam nie wiem dlaczego tak się denerwowałem. Nawet nie wiem jak ta dziewczyna ma na imię, a martwię się o jej samopoczucie. Coś jest ze mną nie tak.
Sędziowie najprawdopodobniej naprawili mikrofon, ponieważ głośno i wyraźnie usłyszałem kolejną zapowiedź.
- Proszę o uwagę, konkurs już się zakończył, jednak przed podaniem wyników grupy juniorów i grupy zawodowców mamy przyjemność zapowiedzieć naszą wicemistrzyni województwa – Martynę Łuczak! Prosimy o brawa!
Spostrzegłem, że przeszkody zostały podwyższone najbardziej jak się da.
Spojrzałem w stronę nadjeżdżającej dziewczyny. To była ta bardzo niska brunetka, przez którą ta blondynka była smutna. Nie miałem ochoty oglądać jej jazdy. Nie wiem dlaczego, ale nie lubiłem jej. Co z tego, że praktycznie jej nie znałem. Nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia. Udałem się w stronę stajni.
- Oh, Alan, dobrze, że jesteś. Musisz przynieść siodło dla Korony! – moja siostra pociągła mnie za ramię.
- Po co? Przecież ona już ma siodło. – odpowiedziałem zdziwiony.
- Tak, ale zaraz jak Martyna skończy jeździć i podadzą wyniki, to wszyscy uczestnicy robią honorowe kółka naokoło padoku! Każdy koń musi mieć wtedy czarne siodło.
- Dlaczego? – wydało mi się to bez sensu.
- Takie zasady i już! Proszę, sama nie dam rady!
Nie mogłem odmówić mojej siostrzyczce. Poszedłem do składziku i wyciągnąłem czarne siodło z ogromnej skrzyni podpisanej „Własność Megi”.
Siodło było cholernie ciężkie. Przeklinałem w myślach, że jestem taki słaby. Gdybym przeszedł przez stajnie to bardzo skróciłbym moją drogę. Nie zastanawiając się długo zrobiłem po swojemu. Zadowolony i dumny ze swojej wyjątkowej inteligenci maszerowałem z ciężkim siodłem przez stajnie. No właśnie. PRZEZ STAJNIE. Wydałem z siebie krótkie pisknięcie i poślizgnąłem się na końskim placku. Na szczęście nie upadłem na gówno tylko na zimny beton, przez co nieźle stłukłem sobie pośladki. No i przez siodło, które trzymałem w rękach upadek był jeszcze boleśniejszy.
- Jesteś cały? – spojrzałem w górę.
Przede mną stała ta cukierkowa blondynka w kasku. Wzięła mi z ręki siodło i pomogła wstać. Zrobiło mi się głupio, że dla dziewczyny takie siodło nie jest ciężarem. Skorzystałem z jej pomocy i już po chwili z resztką godności otrzepywałem się z siana. Dziękowałem w duchu, że nie upadłem na to gówno.
- Tak, nic mi nie jest, dziękuje.
- Musisz bardziej uważać. W stajni bardzo łatwo jest się przewrócić. – przez cały czas niosła moje siodło.
- Dobrze, postaram się. I tak mam nadzieję, że już nigdy tutaj nie wrócę. – burknąłem. – Przy okazji, gratuluję dobrego występu. Byłem pod wrażeniem. Naprawdę dobrze Ci poszło.
Dziewczyna spojrzała na mnie z lekkim zdziwieniem, ale uśmiechnęła się.
- Dzięki, to miłe. Ale dlaczego nie chcesz już tu wrócić? Przecież konie są piękne.
- Jak dla kogo. – westchnąłem.
Kiwnęła głową i dalej szliśmy w milczeniu. Szedłem tak z metr za nią, dlatego miałem dobry widok na jej zgrabne pośladki w białych legginsach. Przynajmniej jeden plus tego całego zdarzenia.
- Nie jest to dla Ciebie za ciężkie? – spytałem. Ponownie zrobiło mi się głupio, że to ona niesie to siodło. – Może ja powinienem to ponieść?
Zaśmiała się szczerze.
- Nie wydaje mi się, żeby to był dobry pomysł. Stękałeś jak to niosłeś, poza tym, nie chcę żebyś znowu się przewrócił. No i nie pierwszy raz niosę siodło. Dla mnie to normalny ciężar.
Podała siodło mojej siostrze i pobiegła do swojego konia. Zaraz miało być ogłoszenie wyników. Dobrze, że mikrofon został naprawiony i nie będę miał problemu z usłyszeniem nazwisk zwycięzców.
- Nie mogłeś sam tego przynieść? – spytała Megi z lekką pogardą w głosie.
- Zamknij się.
Wszyscy zawodnicy zostali poproszeni na wjazd na padok i ustawienie się w dwóch rzędach – juniorów i zawodowców.
- Podajemy wyniki konkursu juniorów. – z głośników wydobył się głos głównego sędziego. Trzecie miejsce otrzymuje Katarzyna Machaj. – publiczność zaczęła klaskać.  – Drugie miejsce otrzymuje Weronika Kokowska. – tym razem jeszcze głośniejsze brawa. – I w końcu, zwycięzcą zostaje… - sędzia zrobił dramatyczną pauzę. – Magdalena Mazurczak!
Uśmiechnąłem się szeroko i zacząłem bardzo głośno klaskać. Moja mała siostrzyczka wygrała zawody! Byłem z niej ogromnie dumny.
Juniorzy zostali poproszeni o zejście z padoku i zostali tam tylko zawodowcy.
- A teraz ogłoszenie wyników zawodowców. Przypominamy, że Martyna Łuczak nie była brana pod uwagę. – prychnąłem. – Tak więc, trzecie miejsce wędruje do Pauliny Kwiatkowskiej. – okazało się, że to te Emo z czerwonymi włosami. – Drugie miejsce otrzymuje Michalina Lewandowska! – głośne brawa. – I w końcu, moment na który wszyscy czekali… zwycięzcą zostaje… Sebastian Bryzowski! Brawa!

„Lol, to w tym brał udział jakiś chłopak?” – taka była moja pierwsza myśl, po usłyszeniu imienia zwycięzcy. Jednak już po sekundzie szczęka mi opadła, kiedy zobaczyłem tą cukierkową blondynkę odbierającą puchar za pierwsze miejsce. 

4 komentarze:

  1. To mnie...zaskoczyło. xD Jak ona...przepraszam, on...może być chłopakiem?! Ale w sumie to...szczęka mi opadła. Czekam! ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. jsnsgjdjsbsvzhdbwjsjbdh
    Ta komórka zaraz spłonie, nie można pieprzonego komentarza napisać...
    Już, spokojnie...

    ^^^

    Y...
    Końcówka zbiła mnie z tropu.
    Tu lalala, koniki, siodełka i pojawiające się moje wspomnienia z dzieciństwa, gdzie łaziłam po stadninie i wciskałam się w miejsca, gdzie zwiedzającym nie wolno było wchodzić >:))
    Jeden rozdział a tutaj już takie wow! Może blondyna to transwestyta, hyhyhyh. (bosz, co ty sobie wyobrażasz, to nie te klimaty!!) Bynajmniej rozdział wpłynął na mnie baardzo pozytywnie. Czekam na dalsze z niecierpliwością *^*

    --
    bytaasteful.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Trochę mnie zastanawia skąd taki obrót sprawy, ale w sumie nie powinno być to żadnym zaskoczeniem. To jest XXI wiek, to normalna sprawa, że ciężko określić płeć innej osoby XD
    Co do samego rozdziału, to zapowiada się dość ciekawie. Pojawiło się kilka drobnych błędów, głównie brak przecinków i pojedyncze błędy ortograficzne, ale da się to przeżyć xD Jeśli jednak zależy Ci na jak najlepszej jakości Twojego tekstu, polecam poszukać jakiejś bety ;)
    życzę dużo weny i czekam na kolejny rozdział <3
    Buziaki ;**

    OdpowiedzUsuń